Barbra Streisand z hukiem wróciła na scenę. Pierwszy od 12 lat koncert zaczęła żartami z prezydenta USA George'a Busha. Fani byli wniebowzięci.
Jednak nie wiadomo, co im się bardziej podobało: koncert czy żarty z głowy państwa. Bo jedno i drugie było najwyższej jakości. "Martwię się o dług publiczny USA, więc... sprzedajemy Kanadę", "Gdyby interesowały mnie sondaże (z ang. "polls"), pobiegłbym po prezydenta Polski (ang. "Poland") - deklamował aktor przebrany na scenie za Busha.
Po salwach śmiechu publiczność jednak złagodniała, bo Streisand rozpoczęła oczekiwany od lat koncert. I ci, którzy mieli szczęście na nim być, nie kryją podziwu. "Wydałam na dwa bilety 750 dolarów (2250 zł), ale było warto. Bo nie wiadomo, kiedy znów Barbra pojawi się na scenie" - powiedziała po koncercie jedna z fanek.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|