Andrzej Grabowski długo zastanawiał się, czy przyjąć propozycję zagrania w kontrowersyjnej niemieckiej produkcji o początkach polskiej "Solidarności". Ale kiedy aktor dowiedział się, kto został reżyserem filmu "Strajk", pozbył się wszystkich wątpliwości.

Reklama

"To był zaszczyt zagrać u Volkera Schlöndorffa" - mówi Grabowski. Nic w tym dziwnego, bo Schlöndorff, jeden z twórców nowego kina niemieckiego, reżyserował takie obrazy, jak "Śmierć komiwojażera" czy "Blaszany bębenek".

Grabowski wcielił się rolę Sobeckiego. "Nie jest to postać pomnikowo-monolityczna, ten mężczyzna nie jest takim zwykłym partyjnym urzędnikiem" - mówi Grabowski. "To chyba najciekawsza postać w całym filmie. Jestem rocznik 52. i doskonale pamiętam czasy zarówno przedsolidarnościowe, jak i strajki w Stoczni Gdańskiej. Nie musiałem niczego studiować o latach PRL" - dodaje aktor.

I właśnie dlatego Grabowski nie rozumie współczesnej oceny postaw ludzi z tamtych lat - to były trudne czasy i trudne decyzje.

"W czasie strajków grałem w teatrze Słowackiego w Krakowie. Pamiętam, że na jednej z ulicznych demonstracji, do której się przyłączyłem, dostałem prosto w twarz od zomowca w cywilu" - wspomina aktor. - "Bałem się trochę wtedy, co z tych strajków wyniknie, ale bardzo chciałem zmian, dlatego też jestem szczęśliwy, że miałem szansę zagrać w tak ważnym filmie o tych trudnych czasach".

"Strajk" wchodzi na ekrany naszych kin w piątek, ale już teraz możecie zobaczyć zwiastun najnowszego filmu Schlöndorffa.