"To, że niebiosa jej pozwoliły tyle lat żyć i tyle zagrać to wielkie szczęście dla nas widzów. Wykorzystała każdy ułamek swojego życia. Pamiętam jak jeszcze parę lat temu grała na scenie. To nie były występy w stylu: >>popatrzcie, ja mam 90 lat, a jeszcze potrafię wyjść na scenę<<. To był profesjonalny występ aktorski. Do końca była profesjonalna, zawsze świetnie przygotowana do roli.

Reklama

Miałem okazję występować w kilku przedsięwzięciach, w których ona była gwiazdą. Czuło się, że to jest wielka gwiazda polskiego teatru, kabaretu, ale nie wynikało to z dystansu, jaki ona stwarzała. Widok jej stojącej za kulisami, skoncentrowanej, przygotowanej do wyjścia na scenę, był niesamowity. I ten jeden krok, kiedy stawała w światłach reflektorów i zaczynała błyszczeć. To było wielkie szczęście móc postać obok niej, popatrzeć na nią przez chwilkę.

Bardzo się cieszę, że zaproszono mnie do poprowadzenia uroczystości odsłonięcia ławeczki Ireny Kwiatkowskiej w Skolimowie. Mam nadzieję, że teraz od czasu do czasu miłośnicy jej talentu, będą odwiedzać park w Skolimowie i będą sobie przypominać Irenę Kwiatkowską. Podczas uroczystości odsłonięcia tej ławeczki mówiła niewiele. Była bardzo wzruszona, że tylu przyjaciół przyszło. To był również dowód na to, że była to niezwykła osoba. Nie miała dzieci, jej mąż zmarł już wiele lat temu, ale wydaje mi się, że ani przez chwilę nie była samotna. Miała wokół siebie przyjaciół, ktoś jej zawsze towarzyszył.

Pamiętam ostatnie lata, kiedy przyjeżdżałem do Skolimowa odwiedzać Stefanię Grodzieńską, widziałem stały obrazek: Irena Kwiatkowska w parku na spacerze z koleżanką aktorką, albo kolegą aktorem. Czasem używa się takiego frazesu, że ktoś zostanie z nami na zawsze. Irena Kwiatkowska zrobiła tak wiele, że w jej przypadku to prawda".