Wybitny aktor Jerzy Trela przekonuje, że film Jerzego Passendorfera bije na głowę większość współczesnych seriali telewizyjnych, opowiada o gimnastyce Marka Perepeczki i zdradza, dlaczego aktorzy nie nosili na planie peruk.
Z wielkim sentymentem. W pracy nad "Janosikiem" spotkały się wielkie osobowości z dziedziny filmu, muzyki i plastyki, znakomicie się ze sobą zgrały i
wytworzył się wspaniały twórczy potencjał. Rzadko się zdarza, żeby w jednym serialu zagrało tylu wspaniałych aktorów. A w "Janosiku" pojawili się przecież Witold
Pyrkosz, Mieczysław Czechowicz, Marian Kociniak, Anna Dymna, Jerzy Bińczycki, Marek Perepeczko. Każdy z nich wnosił coś świeżego, a reżyser był otwarty na nowe pomysły.
Na planie nie zabawiłem długo - zagrałem tylko w dwóch odcinkach. Moim partnerem był Marek Nowakowski, zbójnik Klimek, współpracujący także przy reżyserii serialu. Pewne okoliczności sprawiły, że musiałem odejść z "Janosika" do teatru. Dostałem propozycję od Konrada Swinarskiego.
Marek Perepeczko był zjawiskowy. Czy dziś jest ktoś, kto mógłby zagrać Janosika lepiej od niego? Ale spotykaliśmy się nie tylko na planie serialu Jerzego Passendorfera. Marek Perepeczko był
cudownym, otwartym człowiekiem i niesłychanie pracowitym aktorem. Miał wspaniałe poczucie humoru. Bardzo poważnie i sumiennie podchodził do roli Janosika. Codziennie wieczorem, po zakończeniu
zdjęć, ćwiczył na sali gimnastycznej, żeby następnego dnia być w świetnej formie fizycznej.
Tadeusz Kwiatkowski oprócz znakomitego warsztatu literackiego miał poczucie humoru i w tym duchu potrafił pisać dialogi. Miał świetny dowcip, prowadził przecież kabaret w Jamie Michalika.
Poza tym fascynowała go góralszczyzna. To był zawodowiec, który pisał dla ludzi i wiedział, co zrobić, żeby się to podobało. W ekipie panowało pełne porozumienie. Witold Pyrkosz i Bogusz
Bilewski tworzyli cudowny, przezabawny duet Pyzdra i Kwiczoł. Niektóre sceny czy dialogi wymyślali sami, improwizowali, a reżyser to akceptował.
Tu trzeba zrobić rozróżnienie. To był serial filmowy, a nie sitcom, telenowela czy serial telewizyjny. To zupełnie różne gatunki. Jerzy Passendorfer zrobił serial techniką filmową i to
rzeczywiście widać na ekranie. Ale nie wszystkie zdjęcia powstały w naturalnej scenerii. Sceny we wnętrzu zbójnickiej jaskini kręcone były w atelier w czeskim Barrandov, jednym z najlepszych
studiów filmowych w naszej części Europy.
Nic mi o tym nie wiadomo. Nie dorabiajmy "Janosikowi" żadnej ideologii. Taka była legenda i film o niej opowiada. Przecież górale w czasach, o których opowiada
"Janosik", nosili długie włosy. Zresztą my, aktorzy, też. Jeśli nie wszyscy, to prawie wszyscy ekranowi zbójnicy mieli swoje własne włosy, a nie doklejane. Taka panowała
wtedy moda.
"Janosik" należy do kilku seriali, które mają w sobie coś, co czyni je ponadczasowymi. Na pewno atrakcyjny jest temat, przecież legenda o Janosiku nie umarła. Film miał
świetną obsadę i znakomite dialogi, od strony warsztatowej nie można mu nic zarzucić. Nic dziwnego, że widzowie ciągle chcą oglądać "Janosika".