Anderson odbierze nagrodę 18 września, podczas gali otwarcia festiwalu w San Sebastian. Krytycy od dawna kibicują reżyserowi "Magnolii". Widzieli w nim faworyta oscarowych zmagań. "Aż poleje się krew" - pretensjonalna opowieść o finansowym wzlocie i moralnym upadku naftowego magnata, nie przypadła jednak do gustu członkom Amerykańskej Akademii Filmowej. Nagrodzili tylko autora zdjęć oraz odtwórcę głównej roli - Daniela Day-Lewisa.

Reklama

Może zbyt dobrze pamiętali "Ziemię obiecaną" Andrzeja Wajdy, albo "Obywatela Kane'a" Orsona Wellesa? Na tle tych arydzieł film Andersona wydaje się projektem wtórnym, przerysowanym, a co najgorsze - cynicznie wykalkulowanym. Mimo entuzjastycznych przeważnie recenzji w Polsce pofatygowało się nań tylko 40 tysięcy widzów. Nie lepiej było w innych krajach.

W wyłonieniu najlepszego filmu roku przez FIPRESCI wzięło udział 242 członków tej organizacji. Ich zdaniem wybór "Aż poleje się krew" był "bardzo oczywisty". W roku ubiegłym nagrodę krytyków otrzymał Cristian Mungiu za "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni", a wcześniej Pedro Almodovar za "Volver" i Kim Ki-duk za "Pusty dom". Najwięcej o preferencjach międzynarodowej krytyki filmowej mówi werdykt z 2004 roku. Ich wybór padł wówczas na "Notre musique".

Reżyser tego filmu, Jean-Luc Godard sam zaczynał karierę jako krytyk filmowy. Okrzyknięty przez byłych kolegów liderem Nowej Fali, jako twórca wypalił się już po kilku latach. Artystyczną niemoc ukrywał jednak zręcznie za zasłoną, utkaną z ideologicznych zaklęć i pseudointelektualnego bełkotu. Mimo to Godarda hołubiono na festiwalach filmowych, nagradzano, a od pewnego czasu uchodzi on już za klasyka kina, nie tylko francuskiego. I jak tu się dziwić, że publiczność coraz częściej ma opinie krytyków w nosie?