Dziennik Gazeta Prawana logo

Klaus Kinski Zbawiciel

4 grudnia 2008, 09:58
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Klaus Kinski Zbawiciel
Inne
Zarejestrowany na taśmie i zmontowany monolog Klausa Kinskiego, wygłoszony w listopadzie 1971 roku w Deutchlandhalle w Berlinie, daleko wykracza poza granicę zabawy w teatr w kinie. Na pustej scenie Kinski wciela się w rolę oskarżyciela Chrystusa. Tak jak Bułhakow, Dostojewski czy Passolini sprowadza go na ziemię, wpisuje we współczesny kontekst, czyni zeń idola kontrkultury.

Oskarża o spiskowanie przeciw władzy, anarchizm, patronowanie terrorystom, rewolucjonistom, hipisom. Cichym, intensywnym głosem recytuje: "Poszukiwany: Jezus Chrystus, oskarżony: o mącenie ludziom w głowach, skłonności anarchistyczne, spisek przeciw władzom państwowym". Z włosami do ramion, w dżinsach i koszuli w kwiaty. Bez kulis, bez efektów scenicznych, bez kostiumu, Kinski wchodzi w rolę krytyka kapitalistycznego systemu, nauczającego tłum widzów przy pomocy zakotwiczonej w konkretnej rzeczywistości początku lat 70. parafrazy ewangelicznego kazania. Nie mówi o faryzeuszach, ale o księżach, piętnuje polityków, co chwila wraca do wojny w Wietnamie. Gdy mówi o pogardzie dla pieniędzy, z sali odzywają się okrzyki przypominające, że na filmach zarobił miliony, a za bilet na spektakl wziął 10 marek. Charyzmatyczny występ Kinskiego ma w sobie magię alchemicznej przemiany. Kinski mówi jak prorok, wydaje się, że utożsamia się z rolą do końca, że przekaz jest jego własnym przesłaniem. Ale, gdy jeden z widzów wchodzi na scenę, znów staje się aktorem. Odpycha intruza, a ochroniarze wyrzucają go siłą. Kinski coraz bardziej wychodzi z roli, wyzywa widzów, schodzi ze sceny, po czym wraca i kontynuuje. Coraz wyraźniej kieruje swój apokryficzny biblijny przekaz przeciwko publiczności, a publiczność odpowiada agresją. Wymyśla Kinskiemu od dupków i faszystów. Atmosfera aż iskrzy od napięcia. Nie do końca wiadomo, czy te wtargnięcia, przerwy, przepychanki są autentyczne, czy też może zostały wyreżyserowane i wplecione w całość na zasadzie brechtowskiego efektu obcości.

Pełen esej Wojtka Kałużyńskiego w piątkowym dodatku kulturalnym DZIENNIKA

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj