Dziennik Gazeta Prawana logo

Mum. Islandczycy na randce ze śmiercią

18 września 2009, 16:40
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Mum. Islandczycy na randce ze śmiercią
Mum. Islandczycy na randce ze śmiercią/Inne
Mistrzowie islandzkiej melancholii powracają po dwóch latach milczenia najsmutniejszym w swej karierze albumem. Jeśli jednak szukacie ucieczki, to nowa płyta Mum jest wymarzonym anestetykiem na bolączki codzienności
Sing Along to Songs You Don’t Know
Isound
Ocena: 5/6

_____________________________________________________________________________

W udzielonym "Kulturze" kilka tygodni temu wywiadzie lider islandzkiego zespołu Mum tłumaczył: – Wbrew pozorom dla nas muzyka nie jest ucieczką od rzeczywistości, ale wyrazem pewnego idealnego obrazu świata. Chcemy powiedzieć ludziom, że jeśli żylibyśmy w bardziej otwartym społeczeństwie, to moglibyśmy dostrzec dla siebie więcej możliwości działania niż te, które daje nam rząd czy narzucają realia ekonomiczne.

Słuchając jednak nowego albumu grupy, która w tym roku świętuje dekadę działalności, trudno nie odnieść wrażenia, że jest przeciwnie. Już otwierający płytę osnuty na oszczędnych akordach banjo i zabawkowych perkusjonaliach sprawia wrażenie, jakby śpiewająca go kobieta chciała cofnąć się do stanu embrionalnego albo co najmniej uciec przed niepokojami światowego kryzysu w głębiny cichego podwodnego świata (zniewalający tekst: "Gdybym była rybą, a ty byłbyś muszelką, to czy chciałbyś mieć ze mną dziecko?"). Podobnie rzecz ma się w przypadku ascetycznego (tym razem w roli głównej występuje szemrzący wibrafon) i . Ten ostatni to jeden z najpiękniejszych utworów na płycie. I znowu pięknej melodii towarzyszą zaledwie dwa instrumenty – zapętlona marimba i kojąca sekcja smyczkowa napędzana przedziwną sekcją rytmiczną rodem z maszynowni jakiegoś podniebnego statku. Tylko chwilami Islandczycy pozwalają sobie na bardziej wartką akcję, ciągle jednak zachowując ducha "ucieczki w nieznane" – tak jak w utworze , rozpoczynającym się chórkami przypominającymi odhumanizowane głosy, jakie Laurie Anderson serwowała niegdyś na swoim przełomowym albumie .

Nowa płytę w dużej części Islandczycy nagrali w starym XV-wiecznym domu na odludziu pośród estońskich jezior. Ten klimat samotności i izolacji zawarty jest w każdym takcie , będącej przeciwwagą dla poprzedniego albumu grupy – tamten mógłby być soundtrackiem do budzącej się na wiosnę natury. Ten nowy zaś to niepokojące i perwersyjnie atrakcyjne wołanie syren, obiecujących piękną śmierć. Gdybym chciał wybrać ścieżkę dźwiękową, która miałaby towarzyszyć mojemu zejściu, ta płyta znajdowałaby się na czele listy potencjalnych kandydatów...

Można się zżymać, że Islandczycy na nowej płycie powtarzają patenty ze wcześniejszych albumów (sam zespół przyznaje, że na powraca do czasów albumu z 2004 roku). Te melancholijne chórki, dzwoneczki i aura natchnionych artystów mogą irytować tych, którzy bacznie obserwują poczynania Mum, ale prawda jest taka, że to zespół, któremu udało się stworzyć własny muzyczny mikrokosmos nie do podrobienia – świat w którym można się całkowicie zapomnieć. A czyż nie to po powstaje muzyka?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj