Dziennik Gazeta Prawana logo

Szwedzki kryminał profetyczny

20 listopada 2009, 14:17
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Szwedzki kryminał profetyczny
Inne
„Chińczyk” Henninga Mankella, choć to nadal dobra literatura, grzęźnie w publicystyce. Świetna „Zimna stal” Jensa Lapidusa jest apokaliptyczną wyprawą w brudne trzewia Sztokholmu.

Nie mogę wyjść z domu – na zewnątrz sypie grad. Ale to nie jest zwykły grad. Zamiast lodowych kul z niebios lecą skandynawskie kryminały. Ten, kto wyjdzie, sporo ryzykuje: Skandynawowie (a szczególnie Szwedzi) nie piszą cienkich książeczek. Dostać takim tomiszczem w łeb, to jakby cegłą.

Żarty żartami, ale mamy rzeczywiście do czynienia z fenomenem, którego chyba nikt się jeszcze parę lat temu nie spodziewał. Na podsumowania przyjdzie czas, a na razie nachodzi mnie refleksja - taka, dajmy na to, Szwecja, którą poznajemy z tych książek, ma doprawdy niewiele wspólnego ze stereotypowym wizerunkiem, jaki zwykliśmy pielęgnować w naszych głowach. Szwecja z kryminałów przypomina skrzyżowanie Chicago czasów Wielkiego Kryzysu z deszczową, bezimienną metropolią przyszłości z „Blade Runnera” – to istne piekło na Ziemi: piekło, które przestało nawet dbać o potiomkinowską fasadę mieszczańskiego zadowolenia i zapada się pod ciężarem własnej złożoności.

Oczywiście, literatura posługuje się hiperbolizacją, gra przesadą i podkoloryzowaniem. Niemniej, myślę sobie, naprawdę daleko odeszliśmy od czasów poczciwej Agathy Christie i jej wyfraczonych elegantów, dosypujących arszeniku do puddingu. Odeszliśmy daleko nawet od Raymonda Chandlera i jego przytłumionego burbonem ironisty, Philipa Marlowe. Siła skandynawskich kryminałów tkwi w tym, że ich autorom – jako pierwszym – udało się zrozumieć i opisać współczesny świat, w którym bardziej od czasu i odległości, od miłości i nienawiści, liczy się kontrola przepływów: transferów pieniędzy, informacji i ludzi. Świat, by użyć terminów zaproponowanych przez Zygmunta Baumana, skrajnie zglobalizowany (dla jednych) i dramatycznie zlokalizowany (dla drugich) jednocześnie.

„Chińczyk”, najnowsza powieść Henninga Mankella, opiera się wprost na takim rozumowaniu – jej akcja obejmuje dwa stulecia, rzecz rozgrywa się na czterech kontynentach, zaś Mankell opowiada, najprościej rzecz ujmując, o globalnym przesileniu, przeniesieniu punktu ciężkości. Oto na głębokiej szwedzkiej prowincji dokonano przerażającej zbrodni - ktoś okrutnie morduje blisko 20 mieszkańców małej wioski, głównie ludzi starych. Policja jest bezradna w konfrontacji z irracjonalnością i ogromem tego przestępstwa. Próbuje iść tropem domniemanego szaleńca, ale brak najdrobniejszego choćby motywu. Do czasu, gdy pewna sędzia z Helsingborga nie orientuje się, że jednymi z zamordowanych byli członkowie przybranej rodziny jej matki. Kobieta rozpoczyna prywatne śledztwo, raczej przypadkowo i od niechcenia, by zapełnić jakąś aktywnością pustkę i znużenie we własnym życiu małżeńskim. Całkiem niespodziewany, pozornie nonsensowny trop prowadzi w odległe czasy XIX stulecia, do USA i Chin…

Mankell jest wybitnym opowiadaczem – „Chińczyka” konsumuje się jednym tchem, próbując ogarnąć wzrokiem jego szeroki widnokrąg. Mimo to mam poczucie, że pozostałem wobec tej historii nieco obojętny. Może za dużo tu jednak publicystyki? Może międzykontynentalny rozmach tej książki mnie trochę zmęczył? Niewykluczone, że brakowało mi też pogniecionej mordy inspektora Wallandera. Z pewnością zaś nie dałem się ponieść pokoleniowym refleksjom o minionej fascynacji maoizmem i przewagami chińskiej rewolucji.

Ale już „Zimna stal” Jensa Lapidusa (żeby czytać z pełnym zrozumieniem, warto znać poprzednią powieść autora – „Szybki cash”) to perełka. Przenosimy się do dzisiejszego Sztokholmu, ale ów Sztokholm to cały brudny świat w pigułce: serbska mafia, tureccy gangsterzy, skorumpowani gliniarze, prawicowi fanatycy, albańscy kulturyści, wyluzowani rastafarianie, lewaccy aktywiści, arabscy dilerzy, latynoska recydywa… Trzech facetów – każdy z innej strony – płynie przez tę absurdalnie skomplikowaną miejską dżunglę. Iracki dresiarz, z zamiłowania paker, musi spłacić dług za dragi podwędzone Turkom. Sfrustrowany policjant znajduje bardzo podejrzanego trupa, którego tożsamość ktoś stara się za wszelką cenę ukryć. Szwedzki najemnik na amerykańskim żołdzie powraca do ojczyzny i rozpoczyna swoją psychopatyczną kampanię przeciw społeczeństwu…

Lapidus dokonuje literackiego cudu: sprzedaje nam anarchistyczną, pasjonującą 600-stronicową powieść, w której żaden z bohaterów nie budzi ani krztyny sympatii – musimy się przemóc, by śledzić ich losy. I jeszcze ten język: gwałtowny, urywany, brutalny, zanieczyszczony etnicznym slangiem i wszelkim popkulturowym śmieciem – nawiasem mówiąc, gratulacje dla tłumacza, że sobie z tym poradził. „Zimna stal” ma moc dynamitu. Gdyby Mankell miał dzisiaj 30 lat, pisałby jak Lapidus.

Piotr Kofta

(Kinesen)
Henning Mankell, przeł. Ewa Wojciechowska, W.A.B. 2009

(Aldrig fucka upp)
Jens Lapidus, przeł. Mariusz Kalinowski, W.A.B. 2009

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj