Dziennik Gazeta Prawana logo

Varg Veum tropiciel ludzkiej krzywdy

19 listopada 2010, 15:35
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Instynkt wilka / Varg Veum
Instynkt wilka / Varg Veum/Media
Varg Veum, prywatny detektyw z norweskiego Bergen, po raz kolejny próbuje podbić serca polskich czytelników. Zdecydowanie warto się skusić.

Gunnar Staalesen, obok Jo Nesbo i Karin Fossum najważniejszy współcześnie norweski autor powieści kryminalnych, na polskim rynku ciągle nie zdobył znaczącej pozycji. A przecież to już niemal klasyk – ten prozaik i dramaturg pisze od lat 70., a jego osadzony w zachodnionorweskim deszczowym Bergen cykl o prywatnym detektywie Vargu Veumie liczy kilkanaście pozycji.

Veum w "Zimnych sercach" jest już statecznym panem po pięćdziesiątce, mającym za sobą blisko 30 lat kariery zawodowej. Prywatni detektywi to przeważnie byli policjanci – Veum ma nad nimi pewną przewagę: nim postanowił zostać skandynawskim Philipem Marlowe’em, wykonywał bowiem zawód pracownika socjalnego. Dawny urzędnik państwa opiekuńczego śledzący jego patologie – trudno o bardziej skandynawską konfigurację.

Staalesen stosuje w swoich książkach parę ciekawych chwytów – choćby rzadką w nordyckim kryminale narrację pierwszoosobową oraz klasyczną chandlerowską ironię. To powoduje, że przygody Veuma bezpośrednio nawiązują do dawnej tradycji amerykańskiej powieści noir lat 40. i 50. XX wieku – są w atrakcyjny sposób staromodne. Nie ma tu charakterystycznej dla współczesnej literatury tego typu rwanej narracji, nie ma stylizacji na galopujący thriller. Są za to świetne dialogi i sarkastyczny ton.

W "Zimnych sercach" detektyw dostaje zlecenie od młodej prostytutki, dawnej szkolnej koleżanki swojego syna. Zaginęła jej koleżanka – od paru dni nie daje znaku życia, a tuż przed zniknięciem odmówiła obsłużenia dwóch agresywnych klientów. Rzecz w tym jednak, że losami dziewczyny zaczynają się gwałtownie interesować również jej alfonsi, zaś im głębiej Veum wchodzi w tę sprawę, tym więcej znajduje w niej egzystencjalnego szlamu i ludzkiej krzywdy. I jak to bywa w skandynawskich kryminałach, margines skupiający mętów, przestępców i życiowych rozbitków wcale nie okazuje się gorszy od uładzonego świata przyzwoitych mieszczan.

Równolegle z polską edycją powieści "Zimne serca" ukazał się box z sześcioma odcinkami pełnometrażowego norweskiego serialu o detektywie z Bergen. Bardzo solidnego serialu – zaświadczam, oglądałem. To szansa dla Staalesena, by zagościł u nas na dłużej. Pierwszy raz próbowano prezentować go w Polsce jeszcze w latach 90. ("Mord w Bergen"), ale to w ogóle nie były dobre czasy dla kryminału. W zeszłym roku wydawnictwo słowo/obraz terytoria wypuściło świetne "Wokół śmierci". Podejrzewam jednak, że dopiero filmy pociągną Norwega ku sercom polskich czytelników. I bardzo dobrze.

ZIMNE SERCA | Gunnar Staalesen | przeł. Agata Beszczyńska | słowo/obraz terytoria 2010 | 34 PLN

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj