Dziennik Gazeta Prawana logo

Szkvorecky: Coś dodałem, coś ulepszyłem

3 grudnia 2009, 09:37
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Josef ĹkvoreckĂ  quot;Przypadki inĹĽyniera ludzkich dusz quot;
Josef ĹkvoreckĂ quot;Przypadki inĹĽyniera ludzkich dusz quot;/Inne
Już 5 grudnia podczas uroczystej gali we Wrocławiu poznamy laureata tegorocznej Nagrody Literackiej Europy Środkowej. Jeden z faworytów do niej, czeski pisarz Josef Szkvorecky, autor znakomitych "Przypadków inżyniera ludzkich dusz", opowiedział nam m.in. o zamieszaniu, jakie wywoływały jego powieści.
fr_368px_josef_skvo_260637a_877734.jpg
Szkvorecky: Coś dodałem, coś ulepszyłem


Jeżeli ktokolwiek po przeczytaniu tak grubej książki, jaką jest "Inżynier", jeszcze twierdził, że jest krótka, jest to największa pochwała, jaką może pisarz usłyszeć o swojej powieści. Pierwszą dużą prozę, czyli "Tchórzy", napisałem w wieku 23 lat. "Inżyniera" pisałem, kiedy wkraczałem w starość. Pochwały czytelników - wobec obu powieści - dały mi poczucie, że pomimo tego, że obie powieści dzieli kilkadziesiąt lat, to nie straciłem umiejętności uchwycenia intensywności przeżyć.


Pamiętam, jak wylatywałem z Pragi, dzień po pogrzebie Jana Palacha (studenta, który się spalił w proteście przeciw wejściu wojsk Układu Warszawskiego - red.) i wiedziałem na ulicach smutnych studentów. Tego samego dnia na Heathrow w Londynie obserwowałem roześmiane dziewczyny. To przeżycie mną wstrząsnęło. Celem powieści było pokazanie historii, która doprowadziła do tak wielkich kontrastów, jakich można doświadczyć w ciągu godziny lotu z Pragi do Londynu. Tego banalnego, a zarazem bardzo realnego doświadczenia, że świat się zmienił i zobojętniał.


Do wszystkich postaci w "Inżynierze" czerpałem wzorce z życia. Ale nie znaczy to, że stworzyłem ich wierne portrety. Pewne osoby tylko stanowiły dla mnie inspirację, a książkowe postacie są o wiele bardziej złożone. Literatura piękna według Goethego to "Dichtung und Warheit", czyli zmyślenie i prawda. I przyznaję, że większość rzeczy, które spotykają Danny’ego Smirickiego, właściwie przytrafiło się także i mnie. Ale "właściwie" oznacza, że co nieco wymyśliłem, coś poprawiłem, coś dodałem, a coś ulepszyłem. Ale to jest stara metoda autorów literatury pięknej.


Jeśli chodzi o "Inżyniera", to nie spotkałem się z żadnymi negatywnymi reakcjami. Ale to prawdopodobnie dlatego, że większość głównych współbohaterów Danny’ego jest już na tamtym świecie. Ale ponieważ często w mojej pracy czerpię inspirację z obserwacji ludzi, miałem wiele przygód z osobami, które posłużyły za wzorce moich książkowych bohaterów. Takim przypadkiem była historia z panem Moutelkiem z Nachoda, ojcem mojego szkolnego kolegi Berty Moutelika, który pojawia się w wielu moich powieściach. Moutelik potem wszędzie ironicznie opowiadał, że mi pewnego razu postawi pomnik w postaci wielkiego penisa. Kiedyś zresztą jeden mój czytelnik z Niemiec przysłał mi nawet fotografię rzeźby przypominającej gigantycznego penisa. Z dopiskiem: "Proroctwo Pana Moutelika zrealizowane we Frankfurcie".


Rzeczywiście role inżynierów dusz przypisał pisarzom Stalin, więc tytuł jest ironiczny. Inżynier musi swój projekt bardzo dokładnie zaplanować, z dokładnością co do milimetra. Powieść o inżynierze ludzkich dusz imieniem Danny Smiricky kończy się listem kolegi Dannyho, nic nierozumiejącego Lojzy. Podobnie jak jedna z wcześniejszych powieści z Dannym kończyła się spojrzeniem Danny’ego "na gwiazdy - te zawstydzające symbole naszej marności".


Pierwszą powieścią, która miała się ukazać, był "Konec nylonoveho veku". Ale została zakazana z powodu braku moralności i tzw. ideowej niejasności. Kiedy wezwano mnie na dywanik do wydawnictwa, zapytałem cenzorki, na czym polega brak moralności. Przekartkowała rękopis, wskazując fragmenty książki i mówiąc, że nie może tego przeczytać na głos. Pomoc zaoferował kolega. Zaczął powoli czytać scenę, w której Irenka leży na kanapie i pali papierosa, a jej sukienka pięknie połyskuje na piersiach. Kolega kontynuował czytanie, ale po chwili spytał: "Bożeno, co tu jest niemoralnego?". Wtedy dowiedziałem się, że słowo "piersi" jest w literaturze socrealizmu ideowo niejasne. Zaproponowałem towarzyszce, że mogę to słowo zastąpić jakimś bardziej ludowym wyrazem, ale mi nie pozwoliła.





Przypomnijmy, że oprócz książki Szkvorecky’ego o nagrodę rywalizuje sześć tytułów:

"Gulasz z turula" Krzysztofa Vargi
"Sąsiedzi i ci inni" Oty Filipa
"Ruta Tannenbaum" Miljenko Jergovicia
"Powrót do domu" Bernharda Schlinka
"Bambino" Ingi Iwasiów
"Adam Kłakocki i jego cienie" Ihara Babkou


Nagroda Angelusa organizowana przez miasto Wrocław i "Dziennik Gazetę Prawną" przyznawana jest za przetłumaczoną na polski prozę żyjącym pisarzom z Europy Środkowej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj