Dziennik Gazeta Prawana logo

Najbardziej amerykański z czeskich pisarzy

8 grudnia 2009, 10:27
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Josef ĹkvoreckĂ  quot;Przypadki inĹĽyniera ludzkich dusz quot;
Josef ĹkvoreckĂ quot;Przypadki inĹĽyniera ludzkich dusz quot;/Inne
Uhonorowany Nagrodą Literacką Europy Środkowej "Angelus" Josef Szkvorecky to pisarz niesłusznie u nas niedoceniany. Być może sukces "Przypadków inżyniera ludzkich dusz" pozwoli mu wreszcie dotrzeć do szerszej publiczności.
Zdobywca Angelusa 2009 - Josef Škvorecký - najbardziej amerykański z czeskich pisarzy

W gronie trzech wieszczów czeskiej prozy drugiej połowy XX wieku Josefovi Szkvoreckiemu przypadła rola Zygmunta Krasińskiego. Tak się złożyło, że - podobnie jak Krasiński przy Mickiewiczu i Słowackim - Szkvorecky (rocznik 1924) w trójcy z Kunderą i Hrabalem pełni rolę dopełniającą. To oczywiście absurd, wynikający z ludzkiej potrzeby porównywania rzeczy nieporównywalnych. Dość powiedzieć, że polska literatura nie dorobiła się po II wojnie prozaika choćby w części tak wybitnego i wszechstronnego jak autor "Przypadków inżyniera ludzkich dusz" (debiutujących w czasach dwudziestolecia Gombrowicza i Iwaszkiewicza tu nie wliczam).



Choć twórczość Josefa Szkvoreckiego jest u nas obecna od lat, nigdy nie zaistniała - to nadal wyrafinowana rozrywka dla koneserów i pewnie nawet nagroda Angelusa niewiele w tej kwestii zmieni. Na czym więc polega ów fenomen nieprzenikalności prozy Szkvoreckiego? Przez lata za autorem "Fajnego sezonu" ciągnęła się fama twórcy silnie osadzonego w lokalnym kontekście, co miałoby skutkować nieprzekładalnością jego prozy. To jednak nieprawda: Szkvorecky jest najbardziej amerykańskim z czeskich pisarzy; czytając jego książki, czuje się i Faulknera, i Hemingwaya, i J.D. Salingera, nie wspominając już o przenikającej te teksty głębokiej fascynacji jazzem.

Prawdopodobnie mówimy więc po prostu o niezbyt fortunnym zbiegu okoliczności – zwłaszcza że biografia Szkvoreckiego nieźle nadaje się do budowania legendy. Już jego powieściowy debiut "Tchórze" wydany w Czechosłowacji w 1958 roku, ale napisany dekadę wcześniej, wywołał skandal. Rzecz jednak nie w tym, że ta świetna książka "demaskowała asekuranctwo czeskiego mieszczaństwa pod koniec wojny", jak brzmi hasło z polskiej Wikipedii. Za pomocą tragikomicznych "Tchórzy" Szkvorecky zadeklarował brak zainteresowania fałszywym kultem bohaterów, odarł wojnę z patosu, wyśmiał stalinowską estetykę, a przede wszystkim powiedział w imieniu swojego pokolenia, że nie da sobie odebrać radości życia, że nie godzi się na jej upolitycznienie.

Poczynając od "Tchórzy", autor pisze zresztą coś w rodzaju fabularyzowanej quasi-autobiografii, układającej się w cykl wybitnych powieści z jego alter ego, Dannym Smirzickim. Zwieńczeniem tego cyklu (w skład którego wchodzą też "Batalion czołgów", "Cud" i "Fajny sezon") są właśnie nagrodzone Angelusem dygresyjne i improwizowane "Przypadki inżyniera...". (Dodajmy, że w 2004 roku ukazały się "Zwykłe życia", faktyczne zakończenie serii).

Powieści Szkvoreckiego - przy całym swoim amerykańskim luzie - są zresztą kwintesencją ironicznego i czułego spojrzenia na losy człowieka urodzonego w kiepskich czasach w środku Europy. Kiedy wspominamy o "czeskim humorze", to w gruncie rzeczy mówimy właśnie o Szkvoreckim, z jego umiejętnością podkreślenia roli potocznego, banalnego, często rozpaczliwego człowieczeństwa w każdych - nawet najtragiczniejszych - okolicznościach politycznych czy społecznych.

W dwóch kwestiach autor "Batalionu czołgów" zdecydowanie odróżnia się od swoich znakomitych towarzyszy z panteonu czeskiego pisarstwa. Jest kimś w rodzaju czeskiego Jerzego Giedroycia: po emigracji w 1969 roku osiadł z żoną w Toronto, gdzie wspólnie założyli wydawnictwo ’68 Publishers i opublikowali ponad 200 książek, które nie mogły ukazać się w reżimowej Czechosłowacji.

Milan Kundera w swojej najnowszej książce "Spotkanie" pisze z wdzięcznością: "Naród czeski nie narodził się (parokrotnie) z militarnych podbojów, lecz dzięki literaturze. (...) Mieszkałem w Paryżu i serce mojego rodzinnego kraju biło dla mnie w Toronto".

Po drugie pisarz rodem z Nachodu przejawia wielkie upodobanie dla kultury popularnej. Jest bowiem znawcą literatury kryminalnej (i autorem paru powieści detektywistycznych), a także znakomitym teoretykiem i historykiem filmu. To widać w jego książkach: nie ma w nich śladu wystudiowania, są tak bliskie codziennego życia, jak tylko się da. Jeśli szukacie czeskiego kina w książkach, to znajdziecie je u Szkvoreckiego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj