Dziennik Gazeta Prawana logo

Rozprawa Jelinek z narodowymi demonami

28 grudnia 2009, 09:41
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Elfride Jelinek  quot;Dzieci umarłych quot;
Elfride Jelinek quot;Dzieci umarłych quot;/Inne
Ta lektura nie ma sprawić nam przyjemności. To potężne działo, które pisarka wytacza przeciwko rodakom. W wydanych po polsku "Dzieciach umarłych" noblistka z Wiednia znów rozprawia się z narodowymi demonami. O jeden raz za dużo.




Przez ponad sześćset stron powieści przebrną tylko najbardziej zdeterminowani czytelnicy. Jeśli po przeczytaniu "Pianistki", "Wykluczonych" czy "Amatorek" uważamy, że poznaliśmy Jelinek na wylot, tym razem czeka nas zaskoczenie. W "Dzieciach umarłych" nie znajdziemy śladu fabuły ani tradycyjnie rozumianych bohaterów. Ta książka to raczej poemat lub kolaż następujących po sobie w zawrotnym tempie makabrycznych obrazów.

"Dzieci", które w oryginale ukazały się w 1995 roku, były przede wszystkim głosem oskarżycielskim przeciwko Austriakom, którzy problem własnej współodpowiedzialności za nazizm przez lata zamiatali pod dywan. Dla Jelinek sielska Austria to kraj zombi, nigdy niepochowanych umarłych, którzy powracają, by przeżywać swoją śmierć na nowo.

Szybko zdajemy sobie sprawę, że główne postaci książki - Edgar, Gudrun i Kristin - to ludzkie truchła, które wywoływane przez narratora wykonują straszliwy taniec śmierci. "W mojej powieści muszą umrzeć wszyscy, który umieją żyć. Zabijam ich, a kiedy są martwi, zabijam ich drugi raz, żeby mieć pewność" - miała powiedzieć w wywiadzie pisarka. Bo zabijanie umarłych to przecież praktyka powszechna. Umarłych zabija się po raz drugi, odmawiając im pamięci, spychając ich w najgłębsze pokłady zapomnienia.

Jelinek uparcie wydobywa zmarłych na światło dzienne. Czyni to z sadystyczną precyzją, epatując niekończącymi się opisami rozkładających się ciał. Jak wszystkie powieści Austriaczki i ta niesiona jest przez język. Język kipiący od wściekłej furii, mający nieprawdopodobną siłę rażenia. Jelinek to mistrzyni w operowaniu językowymi schematami, w rozkładaniu ich na czynniki pierwsze i docieraniu do ich sedna.

A jednak "Dzieci umarłych" nie przemawiają tak silnie jak inne powieści noblistki. Przyznaję - to przez ich nieprzystępność. Lektura tej książki męczy, wymaga wysiłku, ciągłego pokonywania niechęci. Rodzi się pytanie, czy przez tak nieprzystępną formę jest w stanie przebić się choćby najdonioślejsze przesłanie polityczne?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj