Dziennik Gazeta Prawana logo

"Jul" Goźlińskiego - na tę książkę czekaliśmy

24 maja 2010, 15:53
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Jul" Goźlińskiego - na tę książkę czekaliśmy
Inne
Mniej więcej rok temu osobiście narzekałem po premierze „Mesjaszy” Györgya Spiró, że fioły i obsesje naszych romantycznych wieszczów musiały czekać na węgierskiego pisarza, by je przekuł na współczesną literaturę, bo Polakom zabrakło pomysłów, a przede wszystkim odwagi, żeby się zabrać za ów uświęcony temat. Bardzo przyjemnie jest odszczekiwać takie słowa - bo wreszcie się doczekałem.

„Jul” Pawła Goźlińskiego łączy formułę kryminału (a właściwie thrillera) retro z refleksją i erudycją historyczną, wrzucając nas w sam środek polskiego emigranckiego piekiełka Paryża lat 40. XIX wieku, już po wydaleniu Andrzeja Towiańskiego z Francji pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji.

Adam Podhorecki, weteran powstania listopadowego, Sybirak, człowiek – mimo że w sile wieku – zgorzkniały i zniszczony, pewnego skacowanego poranka zostaje na rue Mouffetard skonfrontowany ze zjawiskiem przerażającym i niezrozumiałym. Oto wybiega mu naprzeciw ludzka pochodnia z obciętymi u ramion rękoma. Podhorecki, chcąc skrócić męki ofiary, strzela jej w głowę. W ten sposób zabija, choć mordercą jest przecież kto inny.

Wkrótce okazuje się, że na paryskim bruku płonął żywym ogniem jego przyjaciel, Jan Żebro-Kownacki, młody adept towianizmu. Do akcji wkracza miejscowy komisarz policji Lang, który ma już powyżej uszu Polaków i bałaganu, jaki czynią wokół siebie – Podhorecki będzie zaś zmuszony udowodnić własną niewinność, nie wiedząc, że jest w zasadzie pionkiem na szachownicy cudzych ambicji, intryg i psychopatycznych uzurpacji. Co gorsza, śmierć Żebry-Kownackiego to tylko początek zabójczej serii...

Goźliński nie pozostawia nam złudzeń – środowisko polskiej emigracji polistopadowej jest w „Julu” zbieraniną życiowych rozbitków i religijnych maniaków, a co jeszcze ważniejsze, gromadą sfrustrowanych mężczyzn, którzy rozpaczliwie poszukują mistycznego sensu własnej egzystencji w sytuacji, w której istnieje tylko jedno racjonalne wyjście – rezygnacja z marzeń.

W tym mesjanistyczno-genezyjskim kotle romantycznego niespełnienia rodzą się rzeczy piękne i przerażające. A czasami piękne i przerażające zarazem. Autor buduje suspens, wykorzystując liczne ówczesne linie konfliktu – między Mickiewiczem, Słowackim a Krasińskim, towiańczykami a zmartwychwstańcami, umiarkowaniem a fanatyzmem. Sprytnie pokazuje też, w jaki sposób ów grząski, mroczny światek był infiltrowany przez Rosjan i szantażowany własną przeszłością.

Warto „Jula” czytać dla tej stylowo i z pietyzmem odtworzonej dusznej atmosfery, od której właściwie nie ucieczki, ale koneser nie pogardzi także mnóstwem smakowitych literackich aluzji i polemik, choćby z prowokacyjną książką „Wieszanie” Jarosława Marka Rymkiewicza. Miałbym w zasadzie jedno zastrzeżenie wobec tej świetnie napisanej powieści, rozgrywającej polski romantyzm jako istny horror – trochę żal niewykorzystanego tu potencjału humorystycznego (jako kontrprzykład pozwolę sobie przywołać nieco podobny narracyjnie, wybitny kryminał Michaela Chabona „Związek Żydowskich Policjantów”). Ale poza tym – pyszności.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj