Dziennik Gazeta Prawana logo

"Zaginiona" Cobena poświadcza jego dobrą formę

11 czerwca 2010, 15:53
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Harlan Coben utrzymuje formę, a jego „Zaginiona” utrzymuje napięcie do ostatnich stron, opowiadając o najgłębszych lękach Amerykanów po zamachach 11 września.

Coben ma swoich wyznawców. Nigdy do nich nie należałem być może z powodu braku zaufania, jakie budzi we mnie taśmowa produkcja bestsellerów. Co nie znaczy, że nie czytuję Cobena z przyjemnością. Owszem, czytuję. Owszem, z przyjemnością. Lubię jego lapidarny styl, zgryźliwe poczucie humoru i rzadką umiejętność sprowadzania odbiorcy na manowce w taki sposób, by ten nie poczuł się obrażony. Poza tym Myron Bolitar, bohater większości powieści Cobena, to miły facet. Fajnie czasami poczytać o miłych facetach, nie zaś, jak mawia moja córka, poświęcać się wyłącznie schizom.

W opublikowanym rok temu thrillerze Zaginiona Bolitar, niedoszły koszykarz, były pracownik FBI, obecnie zaś agent sportowy i detektyw z amatorskiego upodobania, pakuje się w iście międzynarodową kabałę. Po latach odzywa się do niego przyjaciółka i kochanka Terese Collins, słynna w latach 90. prezenterka CNN, która wycofała się z życia publicznego po tragicznym wypadku samochodowym w kraksie zginęła jej siedmioletnia córka, a ona sama została ciężko ranna. Terese prosi swojego starego kumpla, by czym prędzej przyjechał do Paryża sprawa jest pilna i trudna do wyjaśnienia przez telefon.

Bolitar, po części ze względu na sentyment i wdzięczność za niegdysiejszą przysługę, a po części z uwagi na sypiące się w gruzy własne sprawy osobiste, decyduje się na podróż. Ta decyzja będzie brzemienna w skutkach: bohater trafia w sam środek brutalnej gry wywiadów, ktoś go śledzi, ktoś próbuje porwać. W dodatku ci, którzy mieli żyć, giną, zaś ci, którzy zginęli, żyją...

Nie da się tej powieści traktować całkiem serio to tylko dobrze przyrządzona rozrywka. Sam Bolitar jako domorosły James Bond, wspierany przez seksoholicznego milionera ekscentryka i dwie ekswrestlerki, wypada tu, jeśli spojrzeć na sprawę z pewnego dystansu, dosyć groteskowo. Ale właściwie cóż z tego? Konsumuje się Zaginioną błyskawicznie i ze sporą satysfakcją, wyłapując świetne onelinery, ciesząc się sarkastycznymi obserwacjami obyczajowymi (opis głównej paryskiej komendy policji to prawdziwa perełka), a narracyjny temperament Cobena nie pozwala ani na chwilę przystanąć i zastanowić się nad wzrastającym z każdą stroną poziomem nieprawdopodobieństwa.

Gdzieś w tle Zaginiona kryje zresztą autentyczną refleksję na temat przemian amerykańskiej mentalności po zamachach 11 września 2001 roku. Coben ubiera w popularną formę przeraźliwy strach przed terrorystyczną infiltracją, umiejętnie racjonalizuje też powszechne przyzwolenie na działania służb specjalnych, ograniczające obywatelskie wolności. Koncept, którego rzecz jasna nie zdradzę, a na którym opiera się intryga Zaginionej, to projekcja najgłębszych lęków Amerykanów oraz świadectwo ich tęsknoty za błogosławioną izolacją od obmierzłej reszty świata. Europejczyk czyta taką literaturę z lekkim przymrużeniem oka, ale powinien pamiętać, że cała współczesność to w dużej mierze iluzja stworzona przez ludzi zza oceanu. Were all living in Amerika/ Amerika ist wunderbar jak śpiewa Rammstein.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj