Podobnie jak poprzednia, również ciekawa, choć nie tak czysta w tonie "Niejasna sytuacja na kontynencie", jest ona rodzajem szczególnego, niechronologicznego dziennika podróży.

Reklama

Tyle że nie w pełni wiadomo, dokąd podróż wiedzie - nieco po Polsce, głównie na Kaukaz. Środzie udało się znaleźć własny, bardzo oryginalny i całkowicie odmienny głos wędrowcy. Różnica jest zasadnicza: Środa broni się przed własnymi wrażeniami, nie daje się porwać widokom, stawia słowa ostrożnie jak nogę na urwisku.

Nie ufa własnym zmysłom i myślom, raczej utnie sobie język, niż zechce zinterpretować to, co widzi, ująć w jakieś rozbudowane skojarzenie, podkręcić rzecz poetycko czy metafizycznie.

Unika uogólnień i z rzeczywistością wchodzi w bardzo dziwny układ, kontaktuje się z nią gdzieś na jej obrzeżach, w kompletnie nieistotnych, zdawałoby się, szczegółach. Napisie "Coca-Cola" na dworcu w Ełku. Albo owym stadzie kaukaskich sów, które nagle wylatują z zagajnika: poza tym niewiele więcej o Kaukazie Środa powie.

Tę książkę, wyobrażam sobie, mogliby pisać Tomek Sawyer z Huckleberry Finnem, tyle że już po fakultecie, zapewne filozoficznym. Jest w niej coś wiecznie chłopięcego, autentycznie otwartego na świat - radosne marzenia o wielkiej podróży i niezwykłych, nierealnych czynach.

Jest coś marginalnego, niezawierającego ze światem paktu na powagę; rodzaj outsiderstwa, ciepłego dandyzmu. I jest zarazem w całkowitej niekonkluzywności wszystkich rzeczy, którą Środa sugeruje, ukryty, ale mocny, bardzo osobliwy dyskurs o istnieniu.

Krzysztof Środa, "Projekt handlu kabardyńskimi końmi", Świat Literacki 2007