Szwedzki pisarz to (jeśli odpuścimy mu naiwne fragmenty "Psów z Rygi" rozgrywające się na postkomunistycznej Łotwie) arcymistrz europejskiego kryminału. Autorka "Spirali śmierci" to tylko (aż?) prymuska w jego szkole.

Reklama

43-letnia autorka ma, co dość zaskakujące, przeszło 30-letni staż pisarski - debiutowała, mając 12 lat! W wydanej właśnie po polsku powieści wzorowo odrobiła pracę domową pt. "Jak napisać dobry kryminał". Mamy tu intrygę z klasycznej powieści detektywistycznej: zamknięty krąg podejrzanych, z których jeden okazuje się mordercą. Mamy - jak przystało na nowoczesny kryminał z ambicjami - kilka ogólniejszych spostrzeżeń natury społecznej dotyczących pedofilii, przemocy wobec dzieci, a także nie do końca równych szans zawodowych kobiet policjantek.

Są elementy wskazujące na wasny, oryginalny charakter pisma Lehtolainen: śledztwo prowadzi bowiem pani detektyw w zaawansowanej ciąży, zaś krąg podejrzanych to dość egzotyczne środowisko ludzi związanych z łyżwiarstwem figurowym. Jest nawet akcent polski: w pamiętniku prowadzonym przez zamordowaną, wschodzącą gwiazdkę fińskiego łyżwiarstwa znajdujemy pełną sympatii wzmiankę o polskiej (autentycznej) parze sportowej Dorota Zagórska - Mariusz Siudek!

Czegoż więc się czepiam? Podczas lektury "Spirali śmierci" miałem nieustające wrażenie, że drobiazgowa wiedza o tym, jak napisać porządny kryminał, a nawet sprawić, by w tłumie innych porządnych kryminałów książka sprawiała wrażenie oryginalnej, wcale autorce nie pomogła. Odwołując się do metafory związanej z łyżwiarstwem figurowym - Lehtolainen doskonale opanowała program obowiązkowy, niezbyt się troszcząc o wrażenia artystyczne. Zabrakło tu indywidualnego błysku pisarskiego, który sprawia, że z niecierpliwością czekam na każdą kolejną książkę wspomnianego Mankella czy Iana Rankina.

A może to wszystko dlatego, że po prostu nie cierpię łyżwiarstwa figurowego?



"Spirala śmierci", Leena Lehtolainen, przeł. Sebastian Musielak, słowo/obraz terytoria 2007