Wiele wskazuje na to, że nie jest możliwe przebaczenie trudnej wojennej przeszłości i głębokich ran zadawanych sobie wzajemnie przez narody. Trudno o rzecz trwalszą niż negatywne wspomnienia. Wojennych zbrodni często nie da się objąć, wyobrazić, a przebaczenie tym bardziej wydaje się zbyt wielkim wyzwaniem. W dodatku polityczne deklaracje przebaczenia uchodzą często za wyraz interesów politycznych, a nie zachętę do prawdziwej przemiany serca. Nie bez słuszności.

Reklama

Wielki francuski filozof Paul Ricoeur wskazywał jednak, że z przebaczenia nie warto rezygnować. Należy tylko zmienić nasze oczekiwania w stosunku do niego, przedefiniować warunki, jakie stawiamy temu wydarzeniu. A zatem mówienie na przykład o braterstwie jest wykluczone, ponieważ zakłada zbyt wiele. W praktycznych działaniach na rzecz przebaczenia wskazana jest daleko idąca skromność, nawet gdy chodzi o używane słownictwo. Klucz tkwi w słowie „normalność”. „Niczego innego nie oczekuje się, na przykład, od Izraelczyków i Palestyńczyków, od Albańczyków i Serbów, od Kurdów i Turków – pisał Ricoeur – Normalność jest incognito przebaczenia”.

Autorzy różnych pokoleń, z Polski i Niemiec, piszą o strzaskanych wspomnieniach wojny i dziesięcioleci po niej, które oddzieliły te dwa kraje grubym pasmem wzajemnej ignorancji i stereotypów, pomimo wysiłków polityków i fundacji, co roku przyznających studenckie stypendia. Pojawia się tu również tematyka z innych części świata – na przykład z Afryki – dając poczucie szerszego kontekstu. Można znaleźć w antologii teksty najróżniejsze. Eseje wprowadzające temat, na przykład ten Małgorzaty Szpakowskiej o pragnieniu zmiany przeszłości i lekarstwie na złą pamięć, jaką może być bezkonfliktowa teraźniejszość. Napisany w bardzo osobistym tonie tekst Dursa Grünbeina o młodym enerdowskim Niemcu, przesycony odniesieniami do polskiej literatury (chłopak przyjeżdża do Polski przed 1989 rokiem, by szukać… wymarzonych płyt rockowych. Zaraz po przyjeździe „jak rzekłby z właściwą sobie obcesowością narrator Ferdydurke, bierze po gębie”).

Jest też w tym tomie wiele opowiadań – na przykład nowelki Olgi Tokarczuk (o Marynce, kobiecie, która kochała obcych, a także Niemca okupanta) albo Silke Scheuermann (o joggingu i o tym, gdzie w dzisiejszej europejskiej sielance kryje się przemoc). Całość uzupełniają reportaże, wymieńmy choćby tekst Wojciecha Jagielskiego o okrucieństwach, które miały miejsce w RPA. To współistnienie wątków, opowieści, próba przedstawienia ich obok siebie, przypomina właśnie ricoeurowską normalność. Z tym że nie chodzi tylko o bezkonfliktowe kupowanie porannych bułek – ta normalność jest wzbogacona. Mamy tu do czynienia z próbą uczynienia normalną przeszłości, która znajduje się coraz dalej od nas. Przeszłości, której elementy zamazują się i wykrzywiają. Fragmentaryczności, która jest znakomitym gruntem do powstawania i utrzymywania się wszelkiego rodzaju negatywnych stereotypów. To wyzwanie, by przeszłość wzajemnie na nowo sobie opowiedzieć. Albo jeszcze inaczej: opowiedzieć to, co z tej przeszłości zostało nam jeszcze w głowach. Porównać, często uzgodnić, sprawdzić – weryfikuje ją teraźniejszość. Zanim całkiem stracimy ją z pola widzenia.