Paweł Śpiewak, dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, wielokrotnie podkreśla w swej książce, że żydokomuna to nie realne zjawisko a ideologiczny mit, w którym zbiegły się wszystkie antysemickie stereotypy z wielowiekowej tradycji oskarżania Żydów o wszelkie dziejące się zło.

Reklama

Zdaniem Śpiewaka termin "żydokomuny" dawał możliwość głoszenia twierdzeń, że wszyscy Żydzi są nosicielami wrogiej ideologii, czyli bolszewizmu. Struktura mitu "żydokomuny", według Śpiewaka, zaczerpnięta została z "Protokołów mędrców Syjonu", znanej fałszywki carskiej policji politycznej, która głosiła, że wykorzenieni z ziemi, rozprzestrzenieni w świecie Żydzi nigdy nie wrosną w narody, wśród których mieszkają, łączy ich natomiast wspólny cel, jakim jest panowanie nad światem, do którego realizacji używają i bolszewizmu, i kapitalizmu.

"Mit żydokomuny żywił się wyolbrzymianymi faktami. Wskazywano na +niewłaściwe+ pochodzenie wielu liderów sowieckiej rewolucji, gazety w okresie międzywojennym podkreślały żydowskie nazwiska aresztowanych komunistów, po wojnie liczono Żydów w Biurze Politycznym i w urzędach bezpieczeństwa" - pisze Śpiewak.

Samo słowo "żydokomuna" pojawiło się dopiero po wojnie, wcześniej to zjawisko określano, jako judeobolszewizm lub żydobolszewizm. Jako socjolog Śpiewak próbuje wskazać przyczyny, dla których komunizm okazał się na początku XX wieku atrakcyjny dla Żydów. W przedrewolucyjnej Rosji część Żydów pozbawiona była praw obywatelskich, większość mogła się osiedlać tylko na ściśle określonym obszarze. Rewolucja po raz pierwszy w historii dała rosyjskim Żydom pełnię swobód obywatelskich oraz możliwość pracy w administracji.

Także w II RP obowiązywało niepisane prawo ograniczające dostęp ludności żydowskiej do stanowisk w administracji, wojsku, szkolnictwie, na uczelniach obowiązywało getto ławkowe i numerus clausus. Śpiewak zauważa, że w dwudziestoleciu międzywojennym młodzi, aspirujący do wyjścia z religijnego getta Żydzi, nie mieli atrakcyjniejszej propozycji niż proklamujące równość społeczną ruchy lewicowe.

Od rewolucji 1905 roku Śpiewak datuje powszechniejsze niż dotychczas angażowanie się Żydów w życie polityczne - wtedy powstały żydowskie partie syjonistyczne a także lewicowy Bund. Ale rewolucji bolszewickiej większość sił żydowskich w Rosji była początkowo niechętna. Do poparcia bolszewików pchały ich pogromy, których fala przetoczyła się wtedy przez Rosję. Oblicza się, że między rokiem 1918 a 1921 na terenach Ukrainy i Białorusi wymordowano między 200 a 300 tysięcy Żydów. Większość pogromów zdarzyła się na terenach kontrolowanych przez siły białych i dlatego, choć Armia Czerwona także czasami organizowała pogromy, większość Żydów uznała, że porządek rewolucyjny zapewnia im więcej bezpieczeństwa, szansę na przetrwanie - uważa Śpiewak.

Po rewolucji sytuacja Żydów w ZSRR zmieniła się na korzyść: mogli się swobodnie osiedlać w całym kraju, zlikwidowano numerus clausus w szkołach, po raz pierwszy w historii Rosji Żydzi wchodzili do aparatu władzy. Obejmując posady po wyrzucanych urzędnikach carskich, wykształcone żydostwo stało się dla nowej władzy rezerwuarem kadr. Wielu Żydów znalazło się też na samej górze sowieckiego aparatu władzy.

Reklama

Także w Polsce w latach międzywojnia widać było, że ideologia komunistyczna jest dla Żydów atrakcyjna. Dyrektor ŻIH skrupulatnie wylicza dane: do Komunistycznej Partii Polski w 1933 roku należało 8 tys. osób z czego 80 proc. stanowili Polacy, a około 20 proc. Żydzi. W dużych miastach proporcje układały się inaczej - w Warszawie w 1937 roku 65 proc. członków partii stanowili Żydzi. Przedwojenny Związek Młodzieży Komunistycznej Polski, liczący w połowie lat 30. niemal 12 tys. członków, w 42 proc. składał się z osób pochodzenia żydowskiego.

Sami komuniści zauważali, że Żydzi są w KPP nadreprezentowani. W materiałach z 1929 roku znalazły się dane, że "towarzysze żydowscy w miastach stanowią przeważnie ponad 50 proc. składu organizacji, a są miasteczka, w których organizacja jest czysto żydowska". Proporcje narodowościowe przechylały się na korzyść Żydów w zarządzie partii. W styczniu 1936 roku na 30 członków Komitetu Centralnego KPP było 15 Polaków, 12 Żydów, 2 Ukraińców i 1 Białorusin.

Wobec faktu, że Żydzi stanowili ok. 10 proc. przedwojennej ludności Polski można z tych liczb wyciągnąć wniosek o nadreprezantacji Żydów w strukturach komunistycznych. Śpiewak jednak zwraca uwagę, że ogromna większość polskich Żydów nie chciała mieć z komunizmem nic wspólnego. Na KPP głosowało w 1928 roku 7 proc. społeczności żydowskiej, zaś 50 proc. polskich Żydów oddało głosy na Bezpartyjny Blok Współpracy z Rządem, czyli partię Piłsudskiego. Bardzo wielu Żydów głosowało też na partie syjonistyczne. Komunistów, którzy tworzyli KPP spotkał straszny los. Partia została przez Stalina rozwiązana w końcu 1937 roku, w okresie Wielkiej Czystki w ZSRR zamordowano 70 proc. aktywu kierowniczego KPP, przeżyli w zasadzie tylko ci z jej kierownictwa, którzy siedzieli w tym czasie w polskich więzieniach m.in. w Berezie Kartuskiej.

W pierwszych latach okupacji na terenach zajętych przez Sowietów podniosła się fala agresywnego antysemityzmu, który zaowocował w 1941 roku takimi wydarzeniami jak pogrom w Jedwabnem. W dokumentach z epoki pojawiają się relacje o entuzjastycznym przyjęciu przez Żydów sowieckiej władzy, powszechnej wśród nich współpracy z komunistyczną władzą, donosicielstwie i przejmowaniu stanowisk polskich urzędników. Stereotyp żydokomuny zyskał w tym czasie wśród Polaków wielu zwolenników.

W powojennej Polsce bardzo powszechne było przekonanie, że komunizm wprowadzany jest przez Żydów, choć polska społeczność żydowska w zasadzie przestała istnieć. Na czele państwa od 1945 roku stał "triumwirat", jak to określa Śpiewak - Bolesław Bierut i dwie osoby pochodzenia żydowskiego - Jakub Berman i Hilary Minc. W Komitecie Centralnym PZPR w tym czasie udział Żydów wynosił 6 proc.

Jeżeli chodzi o zaangażowanie Żydów w służby bezpieczeństwa to Śpiewak podaje, że w latach 1944-1945 na 450 osób pełniących najwyższe funkcje w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego (od naczelnika wydziału wzwyż) 167 (37 proc.) było pochodzenia żydowskiego. Im niżej w strukturach UB, tym procent osób narodowości żydowskiej był niższy. Ryszard Terlecki podaje, że w 1945 roku 95 proc. funkcjonariuszy UB było narodowości polskiej, a Żydów było ok. 2,5 proc. Jednak to Żydzi zasiadali na najbardziej widocznych stanowiskach. Do czarnej legendy przeszły w Polsce osoby Józefa Różańskiego, Józefa Światły, Anatola Fejgina, Julii Brystiger, znaczący i widoczny był udział Żydów w aparacie propagandy, prasie i kulturze. W cenzurze stanowili oni 50 proc. pracowników.

Pierwsze lata powojenne określa Śpiewak jako najlepszy okres w historii polskich Żydów - uzyskali oni równouprawnienie w dostępie do władzy. Jednak rychło w partii także zaczęły być widoczne odruchy antysemityzmu. Tuż przed śmiercią Stalina w 1953 roku, widoczne były przygotowania do antysemickiej czystki w łonie patii radzieckiej, podobne nastroje pojawiły się w Polsce, ale śmierć dyktatora położyła im kres, jak się okazało - tylko na pewien czas.

W roku 1967, kiedy wybuchła wojna sześciodniowa z wojska polskiego wyrzucono wszystkich oficerów pochodzenia żydowskiego, a w PZPR rozpoczęły się walki frakcyjne, wykorzystujące antysemityzm jako broń. Rok później antysemicka kampania szalała już w całym kraju, tysiące Żydów straciło pracę, kilkanaście tysięcy wyemigrowało z Polski. Wielu komunistycznych Żydów mogło się w tym okresie zgodzić ze starym, żydowskim przysłowiem "tańczyliśmy na nie swoim weselu" - pisze dyrektor ŻIH.

Śpiewak uważa, że pojęcie "żydokomuny" jest kluczowe dla zrozumienia losu Żydów w XX wieku - bez niego nie można zrozumieć Holokaustu, nie można zrozumieć przed i powojennego antysemityzmu w Polsce. Za zaangażowanie w komunizm niewielkiej części Żydów cały żydowski naród zapłacił straszną cenę - podsumowuje dyrektor ŻIH. Książka "Żydokomuna. Interpretacje historyczne" ukazała się nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne.