Mogłoby się wydawać, że pisarze to grupa, która może zapomnieć o epidemii, siedzieć w domu i pisać jak zawsze. Otóż tak nie jest” – podkreślił Jacek Dehnel.

Reklama

Jak mówił, w Polsce z pisania utrzymuje się bardzo niewielka grupa, większość pisarzy ma jakąś „drugą posadę”, która pozwala im zarobić na życie. W Polsce czytelnictwo jest niskie, a co za tym idzie - rynek książki jest bardzo płytki. Bardzo wielu twórców żyje w warunkach prekariatu, bez żadnych ubezpieczeń, oszczędności, szansy na emeryturę. W Polsce branża kulturalna jest najniżej opłacana i dotyczy to nie tylko twórców, ale także pracowników instytucji kultury.

Kilka lat temu pewna pisarka wyliczyła, że na książce, która kosztowała ja rok pracy na czysto zarobiła około 7 tys. zł. „To jeszcze nie jest najmniej, bywa gorzej” – komentuje Dehnel. Jak ocenia, ważną pozycję w budżecie wielu pisarzy zajmują spotkania autorskie i festiwale literackie. Dla wielu niewielkie pieniądze, które otrzymuje się za uczestniczenie w takich imprezach, są ważną pozycją budżetu. W związku z epidemią tych środków w tym roku zabraknie.

My, jako Unia Literacka, zorganizowaliśmy zrzutkę na autorów, tych którzy znaleźli się w najcięższej sytuacji i przyznajemy zapomogi socjalne w wysokości tysiąca złotych. Komisja socjalna działa, pierwsza transza tych zapomóg już poszła. W sumie zebraliśmy ponad 50 tys. zł. I ponad 50 takich zapomóg zostanie sukcesywnie wypłaconych. Starający się o nie muszą przedstawić dokumenty potwierdzające, że ucierpieli finansowo z powodu pandemii, może to być właśnie zaświadczenie o odwołanych spotkaniach autorskich” – powiedział Dehnel.

28 kwietnia odbyło się spotkanie Zespołu Antykryzysowego przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. „Bardzo się cieszymy, że taki zespół powstał, trochę szkoda, że dopiero teraz, po ostrym wywiadzie, którego udzielił Zygmunt Miłoszewski, sekretarz naszego stowarzyszenia. Wydaje się, że środowiska twórcze mogły były partycypować w tym procesie decyzyjnym od samego początku, co pozwoliłoby uniknąć kilku nietrafionych decyzji, z których ministerstwo później się wycofało” - mówił Dehnel.

Ministerstwo przeznacza na ratowanie kultury pewne środki. Jednak biorąc pod uwagę, że sektor kultury w Polsce generuje 3,5 proc. PKB, czyli więcej niż rolnictwo czy górnictwo, środki przeznaczone na ratowanie kultury są niewspółmiernie małe w stosunku do jej gospodarczego znaczenia. Wiele gałęzi gospodarki napędzanych jest przez kulturę, a została ona potraktowana w tarczach antykryzysowych po macoszemu” – mówił prezes UL.

Jego zdaniem przykładem tego, co mogło pójść lepiej, gdyby wcześniej skonsultowano się z twórcami, jest program „Kultura w sieci”, na który MKiDN przeznaczyło 80 mln zł. Pierwsza redakcja tego projektu zakładała, że autorzy w nim partycypujący bezterminowo udzielali pełnej licencji otwartej na dzieła, które powstałyby w ramach tego projektu.

To jest bardzo daleko idące zrzeczenie się praw autorskich. Do wydawnictwa sprzedaje się książkę na licencję 7-10–letnią, potem te prawa do autora wracają. W wyniku niedopatrzenia licencja udzielana przez uczestników programu pozwalała także na dowolne korzystanie z ich dzieł przez osoby trzecie – np. zrobienie na jego podstawie filmu lub spektaklu i zbijanie na tym kapitału z całkowitym pominięciem autora. Na szczęście po interwencjach środowisk twórczych ministerstwo dokonało zmian – licencja jest udzielana na rok, to nie jest przeniesienie praw, co więcej nie mogą z tego korzystać osoby trzecie” – powiedział prezes UL.

Opowiadając o niedawnym spotkaniu Zespołu Antykryzysowego w MKiDN zauważył, że postulatach kierowanych do ministra przez różne środowiska twórcze powtarzała się prośba, żeby doprowadzić do końca pierwszą od 1989 roku całościową próbę ubezpieczenia artystów.

To jest ustawa, która była na początku procedowana pod budzącym obawy i opór tytułem Ustawa o statusie artysty, ale nie jest to, jak się obawiano, karta rowerowa na granie na gitarze, ale ustawa o ubezpieczeniach artystów. W sumie liczbę twórców w Polsce szacuje się na 40 do 60 tys. osób, a zmiany dotyczyłyby głównie tych, którzy, nie są etatowo powiązani z instytucjami, nie są na przykład muzykami w filharmonii czy tancerzami w balecie, ale wolnymi strzelcami. Obecnie są oni całkowicie pominięci w systemie ubezpieczeń. Mogą ubezpieczyć się tak jak przedsiębiorcy, co jest nieporozumieniem. Przedsiębiorca ma przede wszystkim generować zysk, co nie powinno być u artysty na szczycie priorytetów” – mówił Dehnel.

Projekt ustawy jest już gotowy. „Ministerstwo obiecało nam, że szybko skończą się konsultacje międzyresortowe i że będzie wkrótce procedowany. To jest ważne w kilku względów: po pierwsze to jest kwestia samego ubezpieczenia, ale ona ułatwia także inne rzeczy. Jeśli mielibyśmy obecnie bazę danych artystów zawodowych, udzielanie pomocy byłoby łatwiejsze. Mielibyśmy na przykład pojęcie, ile osób znalazło się w sytuacji najtrudniejszej. Byłby też to sposób na dotarcie do nich” – podkreślił.

To ważne, ponieważ innym problemem, tym razem sygnalizowanym przez ministerstwo, jest kłopot z dotarciem z informacją do twórców. „Poprosiliśmy MKiDN, żeby stworzyło na swojej stronie całościowy przewodnik, który mógłby powiedzieć twórcy, na co może liczyć i jak się o to starać. Część miast i regionów uruchomiło własne programy wsparcia swoich twórców, czasami mamy do czynienia z pomocą z innych źródeł, jak na przykład zapomogi Unii Literackiej. Te wszystkie informacje powinny zostać zgromadzone w jednym miejscu i ministerstwo obiecało stworzenie takiego zestawienia” – mówił Dehnel.

Reklama

Nie do wszystkich zainteresowanych dotarła na przykład informacja, że MKiDN rozwinęło system zapomóg w wysokości 1800 zł i – co nie było jasne – mogą one być przyznawane niejednokrotnie. Po te zapomogi mogą się na przykład zgłaszać artyści wynajmujący pracownie i w ten sposób opłacać czynsz. Na te zapomogi przeznaczono 1,5 mln zł.

Twórcy mogą też korzystać z tzw. postojowego, które zostało zapisane w jednej z tarcz. MKiDN ma zająć się przygotowaniem poprawek, dostosowujących tę formę pomocy do nieregularnych zarobków twórców. Resort zapowiedział też, że będzie starało się iść na rękę NGO-som oraz instytucjom kultury, które nie będą mogły w tym roku wnieść do programów ministerialnych, w których uczestniczą wkładu własnego. Najczęściej pochodził on bowiem z dotacji samorządowych, które właśnie są zawieszane. „Ministerstwo zapowiedziało, że w czasie kryzysu nie będzie naciskało na wnoszenie wymaganego do udziału w projektach wkładu własnego” – dodał prezes UL.

To są działania doraźne, bo z długofalowymi skutkami kryzysu jeszcze będziemy musieli się zmierzyć. Wydawcy szacują, że rynek skurczył się do 40-60 proc., wcześniejsze wyliczenia mówiły o spadku nawet do 20-30 proc.

Już wiemy, że wydawcy przenoszą premiery, że starają się rozwiązać część umów z autorami. My żyjemy z zaliczki wypłacanej przez wydawcę a potem z procentu od tego, co się sprzedaje. Jeżeli rynek siada, to spadają również tantiemy ze sprzedaży egzemplarzy. Przyjdzie kryzys i ludzie będą oszczędzać na kulturze, która traktowana jest jako dobro luksusowe, na piramidzie Maslowa znajduje się dość wysoko” – podsumował Jacek Dehnel.