Nie znałem dotąd książek Tiziana Terzaniego z prostej przyczyny – nikt ich nie przekładał na nasz język, a po włosku nie czytuję. Po lekturze niezwykłego reportażu „Powiedział mi wróżbita” mam nadzieję, że na tym się jego polska kariera nie skończy, bo Terzani – wybitny dziennikarz, wieloletni korespondent „Spiegla” w Azji – to nie tylko specjalista w swojej dziedzinie, ale i świetny pisarz.

Reklama

A pomysł na głęboko osobisty dokument miał tyleż prosty, ile błyskotliwy – wiosną 1976 roku przypadkowo spotkał w Hongkongu pewnego chińskiego wróżbitę, który przepowiedział mu, że za 17 lat z dużym prawdopodobieństwem zginie w katastrofie lotniczej. Im szybciej zbliżał się 1993 rok, tym częściej Terzani bezwiednie rozważał, jak sobie poradzić z klątwą. A ponieważ – jak tłumaczy – przepowiednie w Azji nie mają charakteru deterministycznego i można, właściwie postępując, uniknąć ich skutków, postanowił, że przez cały rok nie oderwie się od ziemi. Będzie pływał, jeździł, maszerował, ale nie wzniesie się w powietrze. Dla dziennikarza, który pisuje korespondencje z różnych zapalnych miejsc globu, to trudna decyzja, ale wydawca „Spiegla” okazał się wyrozumiały.

I całe szczęście, bo „Powiedział mi wróżbita”, zapis tej wędrówki, to rzecz naprawdę godna uwagi. Terzani był wybitnym obserwatorem, dostrzegał rzeczy dla innych niewidoczne, a nagłe porzucenie dotychczasowego trybu życia tylko te zdolności pogłębiło. Jego podróż po Dalekim Wschodzie, od Singapuru, przez Malezję, Tajlandię, Kambodżę, Birmę, po Chiny, to w dużej mierze wyprawa w głąb azjatyckiej podświadomości, w świat ginących tradycji, umierających obyczajów, w rzeczywistość, w której mistycyzm przybiera niemal materialną postać. Gdziekolwiek się znalazł, Terzani szukał miejscowego jasnowidza – z samych scen przepowiadania przyszłości dałoby się złożyć fantastyczny zbiór nowel, pełen empatii, ironicznego humoru i tęsknoty za duchowym ładem, ginącym pod naporem bezlitosnej globalizacji.

Pod koniec życia (zmarł w 2004 roku) Terzani stworzył jeszcze jedną osobliwą, kontrowersyjną książkę, którą wydał po jego śmierci pisarza jego syn Folco. „Koniec jest moim początkiem” stał się we Włoszech bestsellerem – sprzedano ponad 400 tysięcy egzemplarzy – i wywołał nadspodziewanie gwałtowną reakcję ze strony Kościoła katolickiego. A wszystko przez jasną deklarację umierającego dziennikarza, że instytucjonalna religia jest dla ludzkości zbędnym balastem, a świat powinien powszechnie przyjąć azjatyckie wzorce duchowości oparte na harmonii przeciwieństw i odrzucić zachodni materializm. Katolicka prasa oskarżyła Terzaniego o religijną ślepotę i brak zrozumienia dla historycznych procesów rządzących wiarą, a – z drugiej strony – rodzina dziennikarza ze zgrozą stwierdziła, że ludzie zaczynają traktować go jako guru, który odkrył przed nimi sens życia. „Powiedział mi wróżbita” pokazuje, że Włochowi równie daleko było do wichrzyciela jak do świętego. On po prostu widział i rozumiał trochę więcej od innych.

Powiedział mi wróżbita

(Un indovino mi disse)

Tiziano Terzani, przeł. Jerzy Łoziński, Zysk i S-ka 2008