W poruszającej historii Danny’ego Boodmana T.D. Lemona Novecento – pianisty, który spędził całe życie na statku transoceanicznym – Baricco połączył absurd, ironię i dosadny, marynarski humor z głęboką melancholią charakterystyczną dla prozy autora „Jedwabiu”. Głównym bohaterem jest tu jednak jazz, którego różne odmiany brzmią w dynamicznym, synkopowanym, rytmie monologu.

Reklama

Novecento, rówieśnik XX wieku, urodził się na transatlantyku i został na nim porzucony przez rodziców emigrantów. Chłopiec przygarnięty przez jednego z marynarzy, Murzyna z Filadelfii, nie zwracał na siebie niczyjej uwagi, dopóki nie okazał się genialnym muzykiem samoukiem, „grał diabli wiedzą co, ale była to muzyka lekka i piękna”. Introwertyczny muzyk nie schodził nigdy z pokładu statku i nie bardzo interesował się światem zewnętrznym, lecz jego sława dotarła do legendarnego króla tradycyjnej pianistyki jazzowej, Jelly Roll Mortona. Pewny siebie mistrz ragtime’u, który zdobywał muzyczne szlify w nowoorleańskich burdelach, postanowił po raz pierwszy w życiu wsiąść na statek tylko po to, by rozprawić się z rywalem.

Scena ich fortepianowego pojedynku należy do najpiękniejszych literackich opisów muzyki i wyraża kwintesencję różnicy między jazzem tradycyjnym a nowoczesnym. Nowoorleański wirtuoz, „twórca jazzu”, pragnął potwierdzić swoją klasę, grając z oszałamiającą sprawnością i energią to, czego publiczność się po nim spodziewała. Tymczasem tajemniczy Novecento od samego początku nastawił się na łamanie konwencji. Zbił słuchaczy z tropu, rozpoczynając od prostej piosenki ludowej, zagranej bez szczególnych popisów. Później skopiował bluesowy temat swego przeciwnika, przekształcając go jednak w „szereg bardzo powolnych akordów, ciągnących się całą procesją jeden po drugim, śmiertelnie nudnych”. Miłośnicy jazzu usłyszą w tym opisie nastrój chłodnej pianistyki Billa Evansa, lecz publiczność nie mogła jeszcze znać stylu cool, który narodził się przeszło dwie dekady później i wygwizdała Novecenta. Dopiero ostatni utwór, brawurowy technicznie i formalnie, przypieczętował zwycięstwo młodego poszukującego artysty nad starszym wyjadaczem.

Historię ekscentrycznego pianisty słyszymy z ust jego przyjaciela, trębacza z okrętowej orkiestry. Jego narracja jest niejednorodna stylistycznie, często zatrzymuje się na pozornie nieistotnych detalach, wikła się w nieoczekiwane dygresje, a czasem w najmniej stosownych momentach błyska rubasznym humorem. Dysonansowy styl jest pełen „obcych” składników, zupełnie jak gęste jazzowe akordy, i tworzy chropowatą, muzyczną fakturę tekstu, a zarazem podkreśla wyobcowanie genialnego muzyka, żyjącego w milczącym, bo pozbawionym słów kosmosie dźwięków. Opowieść kluczy, bo narrator tej w gruncie rzeczy głęboko smutnej historii – choć jest najbliższym przyjacielem Novecenta – nie potrafi przeniknąć do samotnego, abstrakcyjnego świata muzycznego geniusza, który doskonale udało się nakreślić włoskiemu pisarzowi.

Novecento. Monolog

(Novecento. Un monologo)

Alessandro Baricco, przeł. Halina Kralowa, Czytelnik 2008