Dziennik.pl logo

Obyczaj naszą twierdzą

19 lipca 2008, 16:03
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Obyczaj naszą twierdzą
Inne
„Za Morzem Koralowym” prowadzi nas w jeden z najdzikszych zakątków świata - do Melanezji. I opowiada intrygującą historię ostatnich bastionów pierwotnej kultury.

Jeśli istnieją jeszcze jakieś miejsca, w których biały człowiek nie postawił swojego ciężkiego buciora, to musi być właśnie tam – w mrocznej, niepokojącej Melanezji, w lesistych górach Nowej Gwinei. Tak przynajmniej mogłoby nam się zdawać przed lekturą dwóch podróżniczych esejów o tym regionie. Rok temu ukazał się fenomenalny „Bóg Rekin. Wyprawa do źródeł magii” Charlesa Montgomery’ego, teraz wychodzi „Za Morzem Koralowym” mieszkającego w Polsce Australijczyka Michaela Morana.

Książka Morana to relacja z wielomiesięcznej wyprawy do Papui-Nowej Gwinei oraz na otaczające ją wyspy. Moran udał się tam nie tylko po to, by spełnić swoje marzenie. Chciał również, idąc śladami pionierów antropologii – Bronisława Malinowskiego i Nikołaja Mikłucho-Makłaja – zobaczyć, co zostało z pierwotnego świata, który zastali (i mimowolnie przyczynili się do jego zmiany) wspomniani badacze.

Otóż zostało z niego niewiele, albo całkiem sporo – diagnoza zależy od punktu widzenia, a Moran stara się nie zajmować jednoznacznego stanowiska. Z jednej strony ta odległa, zapomniana prowincja przesiąknęła okcydentalnymi wynalazkami, ucierpiała też, pozostając cały czas w niewinnym zdziwieniu, podczas wojen światowych, które obce armie prowadziły na tych terytoriach, a wreszcie – utraciła cywilizacyjny ład, akceptując narzucone systemy polityczne i gospodarcze. Z drugiej strony jednak zachowała tożsamość, obudowując się grubym murem „kastom” – „obyczaju”, w którym to terminie zawiera się wszystko, co własne i integralne: animistyczna religia, powszechna wiara w czary, liczne obyczajowe tabu, a nawet sposoby ubierania się i modele diety.

„Za Morzem Koralowym” to szalenie interesująca wyprawa w postkolonialną rzeczywistość, która całkiem niedawno straciła dziewictwo i jeszcze trochę się tego wstydzi. Jednak literacko książka bywa trochę nużąca – Moran nie jest wielkim pisarzem, czasami popada w chaos, niekiedy sili się na prozatorski rozmach, tymczasem najlepiej wypada, gdy po prostu relacjonuje, dokumentuje, sięga w przeszłość, by zaraz powrócić do teraźniejszości. Jeśli ktoś poszukuje wiedzy – to ją tu znajdzie. Po literaturę musi sięgnąć po „Boga Rekina...”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj