Augias, autor wydanej także u nas biografii Modiglianiego, jest dumny ze swego rodzinnego miasta. Spośród wszystkich antycznych metropolii tylko Rzym nie stał się nigdy wsią jak Ateny i Aleksandria, ani nie obrócił się w kupę gruzów jak Babilon i Kartagina. Narodził się w awanturniczych okolicznościach, do których później starano się dorobić nobliwe legendy.

Reklama

Łotrzykowski, by nie powiedzieć kryminalny aspekt dziejów Wiecznego Miasta wyraźnie fascynuje Augiasa. Szlak, którym oprowadza czytelników, jest obficie znaczony krwią. Tu stał budynek, w którym zasztyletowano Juliusza Cezara. Na tym placu spalono Giodano Bruno. W tej dzielnicy tłum pastwił się nad zwłokami Coli di Rienzo. A w tamtym pałacu pewien zboczony markiz popełnił samobójstwo, wcześniej zatrzeliwszy żonę i jej kochanka.

Czasem lokalny patriotyzm zaślepia autora "Sekretów Rzymu". Twierdzi, że pałac Kwirynalski jest, po Wersalu, najpiękniejszą królewską rezydencją w Europie a westerny, kręcone w studiach Cinecitta są bardziej realistyczne od tych, które powstały w Ameryce. Z tezą, że Rzym to miasto stworzone dla kina, trudno natomiast polemizować. Któż nie pamięta Anity Ekberg, kąpiącej się w fontannie di Trevi ("Słodkie życie"), Audrey Hepburn rzucającej urok na cynicznego dziennikarza w "Rzymskich wakacjach" czy wyścigu rydwanów z "Ben Hura"?

Największą sympatią Augias darzy outsiderów w rodzaju Caravaggia i Passoliniego. Gęsto cytuje poetów, zwłaszcza tych którzy mieli smykałkę do pisania obscenicznych kupletów. Będąc z przekonań socjaldemokratą, nie żywi nadmiernej rewerencji dla biskupów Rzymu. Umie za to docenić urbanistyczne pomysły oraz kulturotwórcze zacięcie faszystów. Wiara autora, że Wieczne Miasto wyglądałoby lepiej, gdyby Włochy zjednoczyły się szybciej niż w XIX wieku, wydaje się naiwna. Co najwyżej w stolicy Italii byłoby mniej kościołów, a więcej urzędników. Bałagan panowałby taki sam.

Prawdę powiedziawszy niby-przewodnik Augiasa lepiej pochłonąć przed wyprawą nad Tyber, niż gorączkowo kartkować na miejscu. "Sekrety Rzymu" są bowiem mało nobliwe także pod względem konstrukcji. Autor beztrosko wykonuje skoki w czasie i w przestrzeni nie przejmując się, ilu czytelników za nim nadąży. W tym szaleństwie jest jednak metoda. Bohaterami tej książki nie są przecież ulice, budynki czy dzieła sztuki, lecz ludzie. Im bardziej grzeszni, tym bardziej interesujący.

SEKRETY RZYMU, Corrado Augias, tłumaczenie: Krystyna i Eugeniusz Kabatcowie, wydawca: Muza