Dziennik Gazeta Prawana logo

Miasto, którego nie ma

20 października 2008, 23:58
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Książka Tadeusza Olszańskiego przywraca pamięć o kolejnym skrawku polskiej Atlantydy
Książka Tadeusza Olszańskiego przywraca pamięć o kolejnym skrawku polskiej Atlantydy/Inne
Wilno i Lwów odzyskały już należne im miejsce w dziejach naszej kultury. Książka Tadeusza Olszańskiego przywraca pamięć o kolejnym skrawku polskiej Atlantydy, wymazanym z mapy w sposób aż nadto dosłowny. W miejscu, gdzie jeszcze 46 lat temu był Stanisławów, teraz figuruje Iwano-Frankiwsk, miasto poety Jurija Andruchowycza.

"Kresy kresów" swoją konstrukcją przypominają przewodnik. Olszańskiego mniej jednak interesuje historia budynków, a bardziej ludzie, którzy w nich mieszkali. Rekonstruuje stanisławowską "belle epoque", porzedzającą czasy w których Rusini okazali się ukraińskimi nacjonalistami, a niektórzy z miejscowych Niemców założyli esesmańskie mundury.

Autor miał 10 lat, gdy wybuchła wojna. Małemu Tadziowi przyszło na własne oczy oglądać zagładę jego małej ojczyzny. Stolica Pokucia uniknęła losu Warszawy czy Wrocławia, ale utraciła duszę. Opisy poczynań okupantów ze Wschodu i Zachodu w "trzecim mieście Galicji" mogą wstrząsnąć nawet najbardziej zahartowanym czytelnikiem.

Olszański opowiada przede wszystkim o elicie, do której jako potomek cenionego lekarza sam należał. Do chrztu podawał go generał Romuald Dąbrowski - jego syn Franciszek dowodził potem obroną Westerplatte. Rówieśnik i przyjaciel Tadzia, Stanisław Kudelski po wojnie zamieszkał w Szwajcarii i zasłynął jako konstruktor najlepszych na świecie magnetofonów. Z milczenia autora można wnosić, że dwa lata od nich starszy Zbigniew Cybulski obracał się wtedy w innym towarzystwie.

Jeśli wierzyć Olszańskiemu, przed 1939 rokiem w Stanisławowie nie było żadnych narodowych waśni i nic zgoła nie zapowiadało nadchodzącej Apokalipsy. Na wakacje jeździło się do huculskich wiosek, starzy i młodzi podziwiali parady niezwyciężonej polskiej kawalerii. Klęska była szokiem, podobnie jak postawa Ukraińców.

Wieloletni publicysta "Polityki" często ociera się o polityczną niepoprawość. Z uznaniem opisuje jednak bohaterską postawę rozstrzeliwanych nacjonalistów. Tych samych, którzy wcześniej dopuszczali się mordów na swych polskich i żydowskich sąsiadach. Olszański miał szczęście - węgierscy krewni pomogli uciec jego rodzinie ze śmiertelnej pułapki, w jaką przeistoczył się Stanisławów. Dopiero po upadku komunizmu odwiedził rodzinne miasto. Nie próbował odszukać broni, którą we wrześniu 1939 roku jego ojciec zakopał pod murem klasztoru Urszulanek.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj