Dziennik Gazeta Prawana logo

Ostatni dzień życia

23 października 2008, 22:40
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Sándor Márai bawi się w powieści "Sindbad powraca do domu" motywem historii z życia innego pisarza, by tak naprawdę stylowo i bez sentymentów sportretować upadek budapesztańskiej bohemy lat 30. XX wieku - czytamy w piątkowym dodatku DZIENNIKA.

Gdy Gyula Krúdy wydał w 1911 roku powieść "Młodość Sindbada", został okrzyknięty na Węgrzech pisarzem wybitnym. Do stworzonej postaci wiecznego wędrowca, miłośnika kobiet, niespokojnego ducha, powracał jeszcze nie raz przez kolejne dwie dekady. Zaś postać Sindbada zapożyczył, rzecz jasna, z "Baśni tysiąca i jednej nocy". Tylko, że jego Sindbad był inny.

Przypominał autora, który go stworzył, choć ów zarzekał się, że wszystkie podobieństwa są przypadkowe. "Sindbad powraca do domu" nie jest jednak kolejną wariacją na temat żeglarza spisaną przez Krúdyego. To historia o samym pisarzu stylizowana na jego własne dzieło. Historia opowiedziana przez Sándora Máraia, który Krúdyego uważał za największego węgierskiego przedwojennego twórcę. "Intrygował mnie ten cud, ta niezgłębiona tajemnica, sekret pisarza, który nigdy się nie myli" - pisał Márai. Co nie znaczy bynajmniej, że portret Krúdyego w powieści autora "Żaru" jest pogodny czy choćby przejrzysty.

Starzejący się Sindbad, już po 50-tce, żegna się z żoną. Obiecuje, że tym razem przyniesie pieniądze na spłatę długów. Przyrzeka, że wróci na kolację, a nie zalegnie w jednej z peszteńskich knajp. W rzeczywistości Márai opisuje ostatni dzień z życia Gyuli Krúdyego. To literacka fikcja podszyta jednak prawdziwymi wydarzeniami. Krúdy rzeczywiście umarł w biedzie. Honoraria za krótkie teksty, które pisał dla prasy, nie staczały mu często na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Czy w takim razie powieść Máraia to dramat, którego autor płacze nad losem ulubionego pisarza? W żadnym wypadku. Jak to zwykle u wielkiego Węgra, odnajdziemy w tej książce prawdziwy smutek, ale nie beznadzieję. Próżno doszukiwać się również melancholii czy sentymentalizmu. W zamian otrzymamy fascynującą opowieść o Budapeszcie lat 30. ubiegłego wieku, mieście, którego nie ma, którego nie było już w chwili, gdy umierał Krudy. Sindbad snuje się po Peszcie zupełnie już innym niż ten, który istniał za czasów panowania Habsburgów. Zniknął gdzieś intelektualny klimat miasta. Zapodziali się dawni pisarze przesiadujący niegdyś całymi godzinami w knajpach. Mimo to na kartach powieści odnajdziemy ich sylwetki. Pojawi się zmarły jeszcze przed urodzeniem Krudyego romantyczny poeta Sandor Petofi czy nieco młodszy od Sindbada Frigyes Karinthy. Marai w końcu obwieszcza upadek węgierskiej literatury. "Co ja mam czytać wiersze poety, o którym wiem na pewno, że codziennie wykonuje ćwiczenia gimnastyczne według wskazówek Mein System i na rozkaz radia rankiem kładzie się na podłodze i wyrzuca nogi do góry niczym nierządnice, które żyją z tego, że dbają o linię? Dla mnie taka literatura nie ma wartości" - mówi kelner z jednej z knajp. Márai obwieścił śmierć węgierskiej prozy przedwcześnie. Dowodem choćby świetny "Sindbad powraca do domu" i wiele innych dzieł pisarza.

"Sindbad powraca do domu" (Szindbád hazamegy)
Sándor Márai,
przeł. Teresa Worowska,
Czytelnik 2008

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj