"I, Tokyo"
Wyd. Dewi Lewis Publishing 2008
p
Wiemy, jak w Nowym Jorku może czuć się Anglik (i że woli herbatę od kawy). Pamiętamy też, co czuje młoda Amerykanka w Tokio. Sceny z „Między słowami”, w których Scarlett Johansson patrzy na starą sintoistyczną świątynię, to klasyka zachodniego spojrzenia na Orient. Album na pierwszy rzut oka wpisuje się w ciąg ekstremalnych międzykulturowych spotkań.
, Duńczyk, członek nowojorskiej , laureat nagrody World Press Foto 2006 (kategoria życie codzienne) wyprawił się do Tokio razem ze swoją eskimoską dziewczyną Sabine. Ledwie dwa lata przed wspólną japońską podróżą notował w dzienniku: „Zdecydowałem się zostać na Grenlandii, w Tineteqilaaq. Chcę być myśliwym. Chcę strzelać do fok i łowić ryby. Nauczyć się języka. Przestałem robić zdjęcia”.
Ostatecznie wywozi Sabine z Grenlandii i z tą samą fascynacją, z którą obserwował kulturę Innuitów, przygląda się Japonii. Powstaje cykl czarno-białych portretów i scen podpatrzonych w wielkim tętniącym życia mieście. Oglądamy staruszka trzymającego kota i nonszalancko palącego papierosa, który wygląda trochę jak zblazowana gwiazda rocka. Na innej fotografii widać czyścicieli schodów szorujących trotuar pianą.
Styl Sobola można określić jako . To fotografia nastawiona na fakturę, oddająca prawdę materiału – dokładnie widać każdy por skóry, zacięcia po goleniu, skórę martwych tuńczyków, splot materiału klap marynarki, bryzgającą wodę. Fotograf posługuje się mocnym kontrastem. Kadry, o dziwo, przypominają zdjęcia japońskich fotografów i . „To w sumie zaskakujące podobieństwo. Fotografowałem moje Tokio, obrazowałem to, co czułem. To, że moje rzeczy są podobne do prac japońskich fotografów, nie jest dla mnie istotne. Ale może trochę zastanawiające” – mówi Sobol.