"Portret kobiety" został skradziony z galerii sztuki współczesnej w Piacenzy w 1997 roku tuż przed wystawą, na której miał zostać pokazany. Przez ponad dwie dekady poszukiwań dzieła pojawiły się liczne teorie dotyczące tej tajemniczej kradzieży. Wysunięta została na przykład hipoteza złodziei-akrobatów, którzy uciekli z obrazem po dachu, a także sekty satanistycznej, która użyła go do swych obrzędów albo ukryła go w trumnie.

Reklama

Okoliczności włamania nigdy nie zostały wyjaśnione, a obraz był dotąd był jednym z najbardziej poszukiwanych na świecie.

Obraz, jak się przypuszcza - oryginał, został znaleziony przez ogrodników pod zewnętrznym murem w zarośniętej chwastami skrytce koło galerii, skąd zniknął. Gdy dokonano tego odkrycia, wezwani zostali karabinierzy. Obraz został zabezpieczony. Prokuratura w Piacenzy wszczęła dochodzenie, którego celem jest także ustalenie, czy dzieło z czarnej torby, to oryginalna praca austriackiego malarza. Przeprowadzone zostaną wszystkie konieczne ekspertyzy techniczne. Na to, że jest to oryginał, wskazuje to, że na odwrocie portretu znajdują się pieczęcie z miejsc, gdzie wcześniej był wystawiany.

Włoskie media podkreślają, że niewiele brakowało, aby torba na odpadki z osobliwą zawartością trafiła na wysypisko. Tylko ogrodnikom należy zawdzięczać to, że domniemanego autentycznego obrazu Klimta nie wyrzucono.

Zaznacza się w komentarzach, że w tej pełnej od lat tajemnic i niejasności historii pewne jest tylko to, że stała się teraz zupełnie absurdalna.

Wartość obrazu Klimta szacowana jest na 60 mln euro.