Dziennik Gazeta Prawana logo

"Squid Game" nie opowiada o mrocznej przyszłości, lecz o czymś, co w zasadzie już się zdarzyło

26 grudnia 2021, 13:00
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Squid Game
<p>Squid Game</p>/Materiały prasowe
Twoje najczarniejsze, dystopijne majaczenia podczas bezsennych nocy prawie zawsze są równocześnie czyimś marzeniem o nowym, utopijnym świecie.

Ile nam trzeba miejsca / do zwątpienia / ile nam trzeba czasu / do precedensu duszy / i ile na to trzeba hajsu / tyle na pewno nie mamy / żeby starczyło dla was / a i na siebie nie mamy / żadnego kurwa pomysłu” - ryczy w moich słuchawkach zespół Gruzja, zespół równie nieoczywisty jak epoka, w której przyszło nam żyć. Brutalny, dziki, wulgarnie dadaistyczny, a jednocześnie pełen ironicznej nostalgii i oddania sztuce gorzkiego pastiszu. Awangardowi black metalowcy (nie tylko Gruzja przecież) porzucili diabła, okultyzm i trupy - a zaczęli grać i śpiewać o samotności, depresji, wódce, poniżeniu, marnym seksie, biedzie i powidokach dawno wygasłych, niespełnionych marzeń. Czy to dziwne? Może raczej ciekawe, jak każde radykalne przełamanie skostniałej konwencji. Ale jest to też skromna wskazówka, gdzie tkwi współcześnie epicentrum smutku i lęku: już nie w świecie metafizyki.

Gdyby za orientacyjną miarę społecznego kryzysu przyjąć stopę urodzeń - TFR (Total Fertility Rate, współczynnik dzietności) - Korea Południowa nie miałaby sobie równych: na 10 kobiet w wieku rozrodczym przypada tam dziewięcioro dzieci (w Polsce mniej więcej 13). Żeby kolejne pokolenie wstąpiło w wiek dorosły w tej samej z grubsza liczebności, co poprzednie, współczynnik TFR powinien wynosić 2,1 (10 kobiet rodzi 21 dzieci). Ujmując rzecz krótko: Koreanki nie chcą być matkami. Dlaczego? Bo może nie chcą, żeby ich dzieci żyły w świecie karykaturalnie odmalowanym w serialu "Squid Game", w którym gromada desperatów i desperatek bierze udział w inscenizowanej grze o sumie absolutnie zerowej: żeby jeden z nich mógł wygrać fortunę, inni muszą zginąć. Nakreślony grubą, satyryczną krechą, intrygujący wizualnie obraz okazał się nośnikiem uniwersalnych znaczeń - nie jest jednak dziełem przypadku to, że apokaliptyczny w wymowie serial o skrajnych nierównościach indukowanych przez późny kapitalizm zyskał masową widownię dzięki potężnej kapitalistycznej korporacji medialnej, która zarobiła na nim miliony. Ten paradoks wydaje się wpisany w pokrętną logikę współczesności.

Tak czy owak, w "Squid Game" nie opowiada się nam o mrocznej przyszłości, lecz o czymś, co w zasadzie już się zdarzyło. - - pisze Kathryn Van Arendonk w serwisie vulture.com. .

CZYTAJ WIĘCEJ W ELEKTRONICZNYM WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj