Dziennik Gazeta Prawana logo

Bettina Bereś: W domu rodziców z każdego kąta wyłaził hipis. Najpiękniejszy był Pies, czyli Ryszard Terlecki [WYWIAD MAZURKA]

27 kwietnia 2018, 08:03
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Bettina Bereś.fot Paweł Ulatowski1
Bettina Bereś.fot Paweł Ulatowski1/Dziennik Gazeta Prawna
Mnóstwo ludzi się przez dom przewijało, z każdego kąta wyłaził hipis. Absolutnie najpiękniejszy z nich był Pies. Czyli Ryszard Terlecki, dziś wicemarszałek Sejmu. Był zjawiskowy. Najpiękniejszy, długie włosy, miał najpiękniejsze ubrania. Całe miasto go znało.

Kiedy zobaczyłem pani ojca po raz pierwszy, to odpadłem.

Jak wyglądał?

Miał imponujący kożuch pani mamy i był przepasany harcerskim paskiem.

Ale to nie był kożuch mamy. To było jego ukochane futro, które kupił w 1974 r.

Ja go w nim widziałem równo 35 lat później.

To było sztuczne futro, które ojciec kupił w Niemczech, gdzie miał wystawę w Bochum – i rzeczywiście do końca życia w nim chodził. Kilkakrotnie próbowałam zamienić je na coś lepszego, ale bez skutku. To było ukochane futro i tyle.

A pasek?

Był mój. W tej chwili używa go córka, studentka konserwacji. Miałam zresztą nadzieję, że będzie prawdziwą konserwatorką, ale ona skręca i wkrótce będzie jej wystawa...

Geny.

Nie da się ich oszukać.

Ojciec wyglądał jak artysta, a pani? Pięknie ubrana krakowska dama.

Artystki też są pięknie ubrane. Moja mama podbierała mi ubrania, a jak szłyśmy na wernisaż, to obie miałyśmy ochotę na ten sam ciuch. Wyrastałam w domu artystycznym i dla mnie wiele rzeczy było normalnych. Potem, powoli wychodząc z tego domu, dostrzegałam, że świat na zewnątrz wygląda inaczej.

Jak?

My nie mieszkaliśmy w dzielnicy artystów, tylko w plombie z lat 60., a obok, w latach 70., powstało jedno z nowych osiedli Krakowa. I my na tym osiedlu byliśmy totalnie widoczni, totalnie inni. Byłam przyzwyczajona do tego, że idę ulicą i wszyscy mnie zauważają pozytywnie i negatywnie. Szłam do szkoły i słyszałam: „Te, Beresiówna, k...a mać!”.

Mało rozwinięta wypowiedź.

No mało, ale takie zainteresowanie było na porządku dziennym, a przejście ulicą, a zwłaszcza w towarzystwie ojca, wiązało się z takimi atrakcjami. Choć z drugiej strony tatę uwielbiali wszyscy menele i dziwacy. Lgnęli do niego.

Wyczuwali bratnią duszę.

Ojciec zawsze z nimi rozmawiał, na końcu zawsze im coś dawał. A tatusiowie moich koleżanek pracowali w WSK, mamy były pielęgniarkami, zaś pracujący w sanepidzie byli elitą.

I na tym tle wy.

Ludzie, u których światło świeciło się w nocy, a kiedy o siódmej rano przychodził inkasent, to musiał długo dzwonić, w końcu otwierał mu zaspany i goły ojciec z pytaniem: "Czego pan chce?". A przecież wszyscy inni zaczynali pracę o szóstej. No więc wstyd.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj