"Traktat" Gabriela Gietzky’ego to spotkanie z mądrością i pięknem. Wymagające od widza maksymalnego skupienia przyglądanie się okruchom biografii Ludwiga Wittgensteina.
W życiu śnie świat się po prostu wyłania: z przypomnienia, z lęku, z udręki, a koszmar nieczęsto kończy się happy endem.
Czym jest filozofowanie, jak nie snem na jawie. Zwłaszcza filozofowanie Wittgensteina, który wyprowadzał sens świata z języka, z kunsztu logiki.
Kapsuła sali przypomina maksymalnie wygaszone płótna ekspresjonistów. Poczerniałe błękity, gasnące róże, ledwo opalizujące czerwienie. Stół, krzesła, łóżko, lustro, fortepian, blaszana misa z wodą do kąpieli. Kawalerski pokój jest klatką. Słowo próbuje tę klatkę rozbić. Język jest jedyną płaszczyzną, na której można wadzić się z Bogiem, z predestynacją, z opinią ludzi i z oporem materii.
Matka (Irena Rybicka) próbuje sprawić, by był jak inni - normalny. Chce ugasić gorączkę poznania, która budzi w młodym mężczyźnie furię. Piękna jest scena oblucji, kiedy nagi Ludwig, stojąc w blaszanej misie, próbuje z wściekłością zmyć z siebie kształt zewnętrzny. Bertrand (Bogusław Kierc) szydzi z Ludwiga w imię intelektualnego dorobku Europy. - Kanon jest trwaniem - podpowiada. - Kanon jest kłamstwem - buntuje się Ludwig (Szymon Czacki).
Logika pozbawia go czułości, a czułości pragnie matka. Logika pozbawia go przeszłości, a przeszłości pragnie Bertrand. Myśl i życie pozostają w dramatycznej rozbieżności. I, co smutne, zarówno myśl, jak i życie można łatwo zetrzeć z powierzchni świata. Niczym szminkę z lustra, które prześwietla nasze lęki, ale i próżność.
W innej z pięknych scen targany namiętnościami filozof wspina się na klapę fortepianu do lotu, by prędko zsunąć się na kamienną posadzkę. Potem pali rękopisy. W każdym z nas drzemie Ptasiek. Nawet w wielkich filozofach.
"Traktat"
według Wittgensteina, reż. Gabriel Gietzky, Teatr Współczesny we Wrocławiu, premiera 23 września.
Kapsuła sali przypomina maksymalnie wygaszone płótna ekspresjonistów. Poczerniałe błękity, gasnące róże, ledwo opalizujące czerwienie. Stół, krzesła, łóżko, lustro, fortepian, blaszana misa z wodą do kąpieli. Kawalerski pokój jest klatką. Słowo próbuje tę klatkę rozbić. Język jest jedyną płaszczyzną, na której można wadzić się z Bogiem, z predestynacją, z opinią ludzi i z oporem materii.
Matka (Irena Rybicka) próbuje sprawić, by był jak inni - normalny. Chce ugasić gorączkę poznania, która budzi w młodym mężczyźnie furię. Piękna jest scena oblucji, kiedy nagi Ludwig, stojąc w blaszanej misie, próbuje z wściekłością zmyć z siebie kształt zewnętrzny. Bertrand (Bogusław Kierc) szydzi z Ludwiga w imię intelektualnego dorobku Europy. - Kanon jest trwaniem - podpowiada. - Kanon jest kłamstwem - buntuje się Ludwig (Szymon Czacki).
Logika pozbawia go czułości, a czułości pragnie matka. Logika pozbawia go przeszłości, a przeszłości pragnie Bertrand. Myśl i życie pozostają w dramatycznej rozbieżności. I, co smutne, zarówno myśl, jak i życie można łatwo zetrzeć z powierzchni świata. Niczym szminkę z lustra, które prześwietla nasze lęki, ale i próżność.
W innej z pięknych scen targany namiętnościami filozof wspina się na klapę fortepianu do lotu, by prędko zsunąć się na kamienną posadzkę. Potem pali rękopisy. W każdym z nas drzemie Ptasiek. Nawet w wielkich filozofach.
"Traktat"
według Wittgensteina, reż. Gabriel Gietzky, Teatr Współczesny we Wrocławiu, premiera 23 września.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|