wg Jarosława Iwaszkiewicza
Reż. Tomasz Konina
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu
Premierra 21 marca
p
Opowiadanie uchodzi całkiem słusznie za arcydzieło krótkiej prozatorskiej formy. A z arcydziełami – wiadomo to nie od wczoraj – zawsze trzeba uważać. Warto przenosić je na ekran lub scenę tylko wtedy, gdy ma się ku temu ważny powód. miał i zrobił film niemal dorównujący pierwowzorowi. też miał. Opolski Teatr Kochanowskiego może pochwalić się jednym z najlepszych i najbardziej wyrównanych zespołów aktorskich w kraju. Takim zespołem można grać i Czechowa, i Wyspiańskiego. Iwaszkiewicza też – dają sześciu wykonawczyniom tytułowych ról partie nie do pogardzenia. Można sportretować w nich różne barwy kobiecości, poszukać źródeł rozczarowania, przejrzeć się w lustrze kompleksów wieku, skonfrontować sceniczne postaci z ich zawiedzionymi nadziejami.
Tak dzieje się na opolskiej scenie, bowiem i wykorzystują zapisane w tekście szanse. Wszystkie są piękne, ale ich uroda nie mieści się w oczywistych kanonach. I wszystkie w jakiś sposób złamane, dotknięte, naznaczone. Kobiety na skraju załamania nerwowego – powiedzmy w uproszczeniu. Najciekawiej wypada . Z wysiłkiem próbuje poskromić własny temperament, pod zbyt nerwowym śmiechem skrywa rozpacz. Świetna rola.
Spektakl Koniny to coś więcej niż sześć kobiecych portretów splecionych w jedną opowieść. () przybywa do Wilka i nie poznaje tego miejsca oraz jego mieszkanek. Próbuje przywoływać w sobie dawne uczucia, na nowo zachwycić się przeszłością, odbudować w sobie i otaczających go kobietach młodość. Wszystko na nic, bo młodość minęła, Wilko nie jest już dawnym Wilkiem. W ten sposób opolskie przedstawienie staje się gorzką opowieścią o gaśnięciu ludzi i świata. I o tym, że nie da się go odwrócić – nic nie można zrobić. Konina opowiada o tym seriami zapadających w pamięć pastelowych obrazów, udowadniając, że prozę Iwaszkiewicza (a może jednak poezję…) da się przełożyć na język teatru. To bardzo dużo. Gdyby tylko , aktor przecież znakomity, nieco mniej się uśmiechał, bo właśnie tak pokazuje swój zachwyt pannami z Wilka i stosunek do własnych wspomnień.
Spektakl Koniny jest pierwszą sceniczną adaptacją opowiadania, ale reżyser postanowił sięgnąć głębiej. Łączy więc „Panny z Wilka” z i Iwaszkiewicza, dopisując tym samym dalszy ciąg losów Wiktora. Po części zabieg ten się sprawdza, bo ukazuje życie po życiu bohatera „Panien…” i sytuuje go wobec kanonów sztuki i piękna. Gorzej, gdy chodzi o efekty sceniczne, bowiem w Koninie odzywa się inscenizator operowy. Mamy więc coś w rodzaju baletu, dotąd dyskretna muzyka staje się zbyt bombastyczna i gadatliwa. Do tego jeszcze kilka monumentalnych w zamyśle, a jednak tylko pretensjonalnych. Opolskie dowodzą, że teatr powinien czasem bać się własnej urody.
Tak czy inaczej to spektakl nie do zlekceważenia. Na nowo oswajamy Iwaszkiewicza. Teatr może w tym pomóc.