Dziennik Gazeta Prawana logo

''Niektóre gatunki dziewic''. Ładny banał

2 maja 2009, 12:02
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Los do niedawna był dla mnie łaskawy i pozwalał mi uniknąć zapoznawania się ''Niektórymi gatunkami dziewic'' Domana Nowakowskiego. Tak udało mi się przeszwarcować przez niemal dekadę od telewizyjnej prapremiery do premiery w warszawskim Teatrze Kamienica... - pisze w DZIENNIKU Tomasz Mościcki.
"Niektóre gatunki dziewic"
Reż. Ewelina Pietrowiak
Teatr Kamienica w Warszawie
Premiera 16 kwietnia

p

Trudno, straciłem dziewictwo, zapoznałem się z przedstawieniem , lecz wychodząc z teatru zanuciłem starą piosenkę: zagrałeś posłuchałam, przestałeś zapomniałam. Może dlatego, że dwa lata przed telewizyjną prapremierą dramatu Nowakowskiego wyświetlano u nas film Lulu na moście. Można w nim było obejrzeć podobną historię człowieka przeżywającego miłosną przygodę, która okazuje się tylko ostatnim przebłyskiem gasnącej świadomości. Tam była przynajmniej strzelanina w barze, a u Nowakowskiego bohater, wychodząc z sylwestrowej zabawy, grzmotnął potylicą o glebę.

Można jeszcze tolerować polską umiejętność implantowania zagranicznych pomysłów na rodzimy grunt, co nazywa się twórczą inspiracją, gdyby nie luksusowe cierpienia bohatera, scenarzysty głupich sitcomów, któremu za sprawą świeżo rozdziewiczonej kobiety przypomina się młodość, zapach pomostu na Mazurach, dym z ogniska i piosenki Starego Dobrego Małżeństwa. Dane mi było spotkać się z kilkoma scenarzystami telewizyjnych tasiemców ze śmiechem z offu i wiem, że marzy im się wszystko z wyjątkiem powrotu do niewinnej młodości…

Ewelina Pietrowiak sprawnie poprowadziła dwójkę aktorów, pomagając im z wątłego literackiego materiału stworzyć w miarę wiarygodne postaci. gra aż trzy postaci. Jako wykorzystana przez zalanego w trupa scenarzystę pierwsza naiwna jest bardzo śmieszna, ale i po ludzku wzruszająca wiarą w świat i ludzi. To zresztą najlepsza część jej roli, bowiem kreacja prowincjonalny wamp i kobieta wyrzut sumienia tak wiarygodne już nie są. z poświęceniem stara się uwiarygodnić sztuczną postać faceta dokonującego przewartościowania swego życia, choć właściwie nie wiadomo, czy bohatera bardziej dręczy kac gigant po sylwestrowej popijawie, czy tzw. moralniak.

Reżyserce świetnych Pokojówek, udanej Trash story (oba w warszawskim Teatrze Ateneum), mającej w swoim dorobku kilka przedstawień i scenografii zapowiadających pojawienie się w polskim teatrze twórczyni niechodzącej na pasku tego, co w tej chwili modne, wypada życzyć jednak realizacji na miarę tamtych. Udowodniła bowiem, że arkana rzemiosła reżyserskiego opanowała, umie zawodowo opakować średni repertuar, ale jej możliwości są znacznie większe.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj