Chińska fabryka wirtuozów
Państwo Środka odkryło propagandowy potencjał muzyki klasycznej. Lang Lang, Li Yundi i inni pianiści są emisariuszami nowej strategii ChRL wobec kultury Zachodu. Jednak ich sukces ma wymiar głównie marketingowy, a nie artystyczny.
- USA idą na wojnę z Chinami
- Okęcie uczci Fryderyka Chopina na wesoło
- Dwa koncerty Pogorelicia we Wrocławiu
- Mocny start tygodnia chopinowskiego
- Chybiony ruchomy panteon chopinistyki
- Festiwal Chopin Open w czerwcu w Warszawie
- Długie świętowanie urodzin Chopina
- "Polacy nie kochają Chopina, oni go czczą"
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Chińscy pianiści wiedzą, jak oczarować Europę i Amerykę. A może wiedzą to stojący za nimi specjaliści od PR. Co prawda styczniowy występ Lang Langa w Polsce sprawił miłą niespodziankę nawet najbardziej wybrednym melomanom, jednak powszechny entuzjazm wydaje się zdecydowanie przesadzony. Chiński pianista przekroczył po prostu granicę oddzielającą pretensjonalną, młodzieńczą wirtuozerię od oryginalnej i stylowej zarazem, choć wciąż nazbyt egzaltowanej interpretacji.
Nijaki nastolatek
Niespodzianek nie przyniósł natomiast występ Li Yundi, który pomimo upływu lat wciąż pozostaje tym samym, utalentowanym, lecz nijakim nastolatkiem.
Chwilami nie sposób oprzeć się wrażeniu, że czas zatrzymał się dlań w pamiętnym 2000 roku, kiedy nieprzeciętny warsztat i wrażliwość chińskiego chłopca urzekła jury XIV Konkursu Chopinowskiego. - Oczywiście nie potrafię jeszcze grać tak jak najwybitniejsi pianiści - deklarował wówczas Li Yundi.- To kwestia doświadczenia i emocjonalnej dojrzałości, które wymagają czasu.
Problem w tym, że po dziesięciu latach ta deklaracja nie straciła aktualności, o czym przekonuje nowy album pianisty z wyborem chopinowskich nokturnów (EMI). - Te utwory mają w sobie mniej polskiej specyfiki niż mazurki czy polonezy. Ich elegancki, spokojny i przesycony poetyckością styl jest bardziej europejski, uniwersalny, a przez to bliższy mojej wrażliwości - wyjaśnia wirtuoz. Podobny dystans, a wręcz obojętność, wyziera niestety także z płyty.
Przypadek Fou Ts’onga
Czy to uniwersalne cechy chińskiej pianistyki, czy znak czasów? Zdecydowanie to drugie, o czym przypomina dobiegający osiemdziesiątki Fou Ts’ong. Warszawski debiutant z 1955 roku wciąż fascynuje przede wszystkim wyjątkowo osobistym wyczuciem stylu chopinowskiego. Nie przez przypadek to właśnie z jego nagrań pianistka tak wyjątkowa jak Martha Argerich "nauczyła się grać mazurki". Lang Lang oraz Li Yundi to nowa strategia azjatyckiego giganta wobec kulturowego dorobku świata zachodniego.
Sukcesy Lang Langa i Li Yundi rozpętały w Chinach modę na europejską klasykę. Blisko czterdzieści milionów tamtejszych dzieci uczy się dziś gry na fortepianie. A jeszcze niedawno sprawy wyglądały zupełnie inaczej. Spośród wielkich kultur Orientu Kraj Środka otworzył się na muzyczne wpływy Zachodu najpóźniej oraz z największą podejrzliwością. I tylko dlatego, że chińscy nacjonaliści pospołu z komunistami odkryli propagandową siłę oraz prestiżowy potencjał symfonicznego sztafażu.
Pierwsza wyższa uczelnia muzyczna powstała tam dopiero w 1927 roku, a zawodowa orkiestra - 13 lat później. Do końca lat 70. jedyną akceptowalną formą twórczości pozostawał jednak lokalny odpowiednik socrealizmu. Pojawienie się w tym kontekście samorodnego talentu Fou Ts’onga miało charakter fenomenu. Zresztą to nie przypadek, że pionier chińskiej pianistyki odebrał zasadniczą część swego wykształcenia w Warszawie i wyemigrował do Wielkiej Brytanii.
Czytaj dalej >>>























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!