"Agora" - antychrześcijańska krucjata?
"Agora" Alejandro Amenabara wchodzi jutro do polskich kin. Film niesłusznie został o skarżony o antychrześcijańską krucjatę. To odważne, inteligentne i efektowne, choć miejscami demagogiczne studium fanatyzmu we wszystkich jego przejawach - pisze w "DGP" Wojciech Kałużyński, krytyk filmowy.
- "Gwiezdne wojny" odmieniły życie Camerona
- Adamczyk i Chyra w komedii sensacyjnej "Trick"
- "Alicja" Tima Burtona bije rekordy w USA
- "Sherlock Holmes 2" już w tym roku?
- Hiszpańska konkwista grozy
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Alejandro Amenabar zapowiadał się jako zręczny spec od thrillerów i horrorów z ambicjami. Najpierw "Teza", potem "Otwórz oczy" przerobione później na hollywoodzką wersję, wreszcie "Inni" dowodziły jego warsztatowej sprawności, samoświadomości w żonglowaniu ogranymi środkami i przerabianiu ich na własną modłę. Już jednak oscarowe "W stronę morza" (2004) - opowiedziany prostymi środkami dramat człowieka walczącego o prawo do własnej śmierci - dowiodło, że Amenabar to ktoś więcej niż tylko sprawny kopista. Mało kto się jednak spodziewał, że reżyser w kolejnym filmie sięgnie do historii antycznej i za dość spory jak na Europę budżet 50 mln euro zrobi widowisko łączące hollywoodzki rozmach z przełamującymi stereotypy treściami.
Akcja "Agory" rozgrywa się w Aleksandrii w IV wieku naszej ery. Główna bohaterka, uprawiająca filozofię i astronomię Hypatia (znakomita Rachel Weisz), jest postacią historyczną. Kształcił ją ojciec - Teon z Aleksandrii, wyznawała neoplatonizm, prowadziła badania matematyczne i astronomiczne, prawdopodobnie wynalazła astrolabium, a wobec religijnych sporów starała się zachować neutralność.
Chrześcijanie barbarzyńcami
Już od pierwszych scen Amenabar przełamuje tradycyjne toposy kina sięgającego do antycznej historii. Oto w Bibliotece Aleksandryjskiej, skupiającej całą mądrość starożytności, Hypatia uczy i próbuje pojąć prawa, którymi rządzi się Układ Słoneczny. W mieście narasta konflikt między chrześcijanami, Żydami i wyznawcami egipskich bogów. Topos chrześcijan rzucanych lwom na pożarcie przejęty z "Quo vadis", a potem po wielokroć powielany, zostaje zastąpiony wizerunkiem innym. Moment historyczny jest o krok późniejszy, etos chrześcijański zwycięża, sięga po polityczny triumf. Chrześcijanie nie są już ofiarami - są barbarzyńcami, fanatyczną masą palącą bibliotekę z okrzykiem "Alleluja", dokonują pogromu Żydów, nawracają terrorem i mieczem.
Prawie jak komuniści
Amenabar podkreślał, że nie chodziło mu o atak na chrześcijaństwo, ale o uniwersalny obraz mechanizmów bezsensownej, niszczycielskiej przemocy, religijnego fanatyzmu, żywotności najbardziej pierwotnych instynktów, których nie zdołał do końca okiełznać żaden system wartości. Faktycznie, gdyby zmienić dekoracje i w miejsce chrześcijańskich parabolan podstawić komunistycznych ideologów rewolucji październikowej, nie tak wiele trzeba by w scenariuszu "Agory" zmienić, by uzyskać ekstrakt odwiecznych mechanizmów rządzących każdym rewolucyjnym przewrotem i każdą religijną wojną. Amenabar dekonstruuje owe mechanizmy precyzyjnie. Nikogo nie oszczędza. Chrześcijanie owszem, są agresywni, ale i mordowani przez nich Żydzi dopuszczają się prowokacji. Z kolei kapłani starych bóstw, a nawet oświeceni filozofowie, grzeszą pychą i podżegają wyznawców do nienawiści. Uruchomiona spirala zła wydaje owoc rządzy krwi niezależnie od tego, jaką kto wyznaje religię. Ludzie zawsze lubili, lubią i będą lubili się wyrzynać i zawsze znajdzie się jakaś idea, która da im ku temu sankcję - zdaje się mówić Amenabar.
Czytaj dalej >>>






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!