Gdy porównuje Pan baśnie braci Grimm ze współczesną literaturą dziecięcą, która zalega księgarskie półki, nasuwa się Panu jakaś refleksja? Może jest coś, co mogłoby konkurować z Grimmami?
Cóż, klasyka to jest klasyka. To, co leży u źródeł, jest fundamentem kultury i bez braci Grimm nie byłoby pewnie wielkiej baśni europejskiej i tych wszystkich twórców, jak Andersen, Carroll, Konopnicka, Korczak, Kamieńska, Kulmowa itd. Oni wszyscy bazują na Grimmach. Ich utwory opierają się czasowi i w sposób niemal doskonały mówią o tym, co w nas i dla nas jest najważniejsze: o ludzkiej kondycji jako takiej, niezależnie od tego, czy mamy lat 5 czy 50.

Mówią także o tym, co stanowi o moralnym i egzystencjalnym wymiarze ludzkiego życia. Nie sądzę, by cokolwiek mogło dorównać poetyce baśni Grimmów. Tylko utwory, które są niejako wyjęte z naszego tu i teraz, mogą pozostać wiecznie żywe. Każda z baśni Grimmów mówi o tym, co stanowi rdzeń ludzkiego życia: to bezustanne zmaganie się z przeciwnościami i z ciągłym, nawracającym cierpieniem.

Na doświadczeniu bólu istnienia rodzi się prawdziwy heroizm i dojrzałość emocjonalna, co warto przypominać rodzicom, którzy chcieliby wciąż kupować dzieciom tylko bajki o siwej gąsce i izolować dziecko od cierpień. Dzieciństwo nie jest okresem sielskim i anielskim. Gdy nastolatki zaczynają wchodzić w wiek dojrzewania, zaczyna się wielki krzyk rozpaczy, często bagatelizowany przez dorosłych. Gdyby zawczasu dzieci przeczytały o tym, jak okrutny może być świat, być może mężniej zniosłyby spotkanie z nim twarzą w twarz.

W czym tkwi tajemnica renesansu baśni Grimmów w Polsce? Wciąż przecież pokutuje u nas przeświadczenie, że to literatura zbyt okrutna dla małego dziecka...
Grimmowie przeżywają w Polsce na przemian renesans i okresy zapomnienia: albo się nimi fascynujemy przez pewien okres, albo niesłusznie zarzucamy tym utworom epatowanie okrucieństwem, dosłownością, grozą, z którą rzekomo małe dzieci nie powinny mieć do czynienia. Wiesław Osterloff dowodził nawet kiedyś, że Niemcy nie bez przyczyny wznosili kiedyś krematoria, skoro w dzieciństwie naczytali się strasznych baśni Grimmów.

Trzeba pamiętać o tym, że dziecko odbiera świat przedstawiony w baśniach w sposób symboliczny. Dziecko literaturę odbiera tak, jak człowiek pierwotny odbierał i zapisywał język literacki, a więc na przykład mity. Ważniejsza więc być może jest tu owa słynna atmosfera grozy, podskórne napięcie i strach. Już Kirkegaard pisał, że dziecko marzy o „słodkim strachu”. Nie ma nic złego w tym, że się boimy, także w dzieciństwie.

Zabijanie Baby Jagi na początku źle się kojarzy, ale po jakimś czasie dziecko zaczyna rozumieć, że chodzi o o to, że nie ma winy bez kary i nie ma dobra bez zła. To dobre ćwiczenie moralne, uświadamiające także, że zachowanie proporcji w wartościach jest ważne przede wszystkim dla nas samych. Bo to my jesteśmy sobie sędziami i my uczymy się oceniać nasze zachowanie wedle ogólnie przyjętych reguł.

Nasza wiara w sprawiedliwość, którą wynosimy z dzieciństwa, nie może być zachwiana, bo później, wchodząc w dorosłość, możemy mieć problemy z odróżnieniem dobra od zła. Problem polega na tym, że zło się nie nawraca, tylko prowadzi do samounicestwienia. Wilk sam skazuje się na śmierć i baba jaga też sama wskakuje do pieca. Tego uczą nas właśnie klasyczne baśnie.

Baśniowy świat to też nieźle pokomplikowana psychologia, która trafia przecież do dzieci najczęściej w sposób pozawerbalny.
Psychologiczna podbudowa baśni to kopalnia wiedzy dla antropologów kultury. Archetypy kobiety, mężczyzny, dziecka, króla, księżniczki, smoka są fundamentem baśniowych historii. Niezwykle ważny jest też sposób, w jaki psychologia baśni wpływa na dziecko. W Jasiu i Małgosi, jednej z najbardziej popularnych baśni, pojawia się motyw matki, która stanowi dla dziecka zagrożenie. Oczywiście jest też w kulturze topos matki, która kojarzy się z bezpieczeństwem, ciepłem i dostatkiem.

Ale nie zapominajmy, że matki w rzeczywistości też przeżywają dramaty, którym nie zawsze dają radę sprostać. Same bywają uwikłane w tragedie, które niesie życie. Bywa, że agresja matki przenosi się dziecko, doprowadzając do rozpaczliwych wyborów. Ta matka niesie zagrożenie, które trzeba zniszczyć. Jaś i Małgosia unicestwiają złą matkę, macochę, i z kieszeniami pełnymi klejnotów (symbolizujących wewnętrzne bogactwo) wracają do domu, w którym nie ma już złej macochy. Dobro zwycięża raz jeszcze.

Matka w baśniach ma dwojaką rolę: to Baba Jaga (uosabia ciemne, złe moce) i matka chrzestna (czyli dobro, ciepło, miłość dojrzała i akceptująca). Taka lektura jest niezwykle istotna dla dziecka, bo mówi o prawidłowościach ludzkiego życia i o własnym, dziecinnym może jeszcze dramacie. Który kiedyś, gdy dziecko dorośnie, stanie się wielką tragedią. Łatwiej będzie stawić jej czoła, gdy się jest wyposażonym w tak pouczające i mądre historie, jak te z baśni braci Grimm.

Rozmawiała Anna Gromnicka