Jednak staram się mieć z tyłu głowy fakt, że przemysł, w którym pracuję, o przepraszam, dziedzina sztuki, w której pracuję, narodziła się jako ruchome obrazy bez głosu. I to, co ją wyróżnia spośród innych sztuk, to fakt, że opowiadana historia ma wynikać z sekwencji następujących po sobie obrazów. Tym kino powinno różnić się od radia i telewizji, gdzie słowa są podstawą opowieści. Umberto Eco powiedział, że ludzie zazwyczaj nie pamiętają całej historii z filmu, zapamiętują tylko kilka obrazów. Mając w pamięci jego słowa, zawsze projektuję scenę, tak jakby była niema.

Wolność

W czasach kiedy robiłem "Wroga u bram", był to najdroższy europejski film. To było bardzo przyjemne, ale nie ma nic gorszego, niż dać się uwięzić w gorsecie budżetu czy gatunku. Żywotność filmowca polega na umiejętności podążania za swoimi fascynacjami. Kocham filmy wysokobudżetowe i niskobudżetowe, ale suma pieniędzy, które dostajesz na film, nie sprawi, że czujesz się bardziej wolny. Góry złota nie dają reżyserowi swobody, bo zaczyna być zależny od producentów. Film zrobiony za grosze też jej nie gwarantuje, bo zbyt mała suma wyznacza granice wyobraźni. To jak z samochodami - czy to bryczka zaprzęgnięta w dwa konie, czy ferrari, czy wielka ciężarówka, to zasada jest taka sama - jeśli cena lub wielkość samochodu cię przeraża, myślisz o niej cały czas, to tracisz całą przyjemność z jazdy. Całe życie uciekałem od zaszufladkowania, nie dałem się wrobić w bycie specem od średniowiecza czy etatowym twórcą filmów epickich i proszę bardzo, jak na ironię, znaleziono dla mnie szufladę - teraz robię za "nieprzewidywalnego reżysera"! Tej bitwy nie da się wygrać. Ale nadal będę próbował, wzorem moich mistrzów z okresu studiów reżyserskich - Passoliniego, Felliniego, którzy mieli potężną siłę przełamywania zasad i, co za tym idzie, ogromną wolność.

Naukowcy

Korzystałem z współpracy sztabu historyków i antropologów kiedy przygotowywałem się do kręcenia „Walki o ogień”. W swoim najnowszym filmie „Minorrr!” wracam ponownie w pradawne czasy, ale w niepoważnej, farsowej formie. Ten film z założenia nie jest opowieścią historyczną, tylko fantasy, w związku z tym sądziłem, że tym razem naukowcy będą mi zbędni. Jednak, mimo nawiasu baśniowości, liczba odniesień do mitologii, wierzeń człowieka ery neolitu w scenariuszu była tak duża, że zmusiła mnie do skorzystania z pomocy specjalistów. Przede wszystkim naukowców z Sorbony zajmujących się badaniami nad cywilizacją rozwijającą się na Wyspach Egejskich. Okazało się, co dla mnie samego było zaskoczeniem, że nie potrafię zrobić filmu całkowicie oderwanego od rzeczywistości. Potrzebuje naukowców, opracowań, rodzaju kotwicy, która będzie trzymała mnie na ziemi. Owszem podejmuję arbitralne, artystyczne decyzje na planie, ale lubię mieć podstawę: nawiązujące do autentycznych kostiumy, rekwizyty, bazę wiedzy o obyczajach czy wierzeniach. Jednak nigdy nie porównywałbym tych dwóch filmów, „Walka o ogień” była przygodowym filmem historycznym, „Minorrr!” to komedio-bajka.

Aktorzy

„Minorrr!” jest moim pierwszym od 25 lat filmem po francusku. Praca w ojczystym języku, z francuskojęzycznymi aktorami: Jose Garcią i Vincentem Casselem przypomniała mi, jak bardzo jestem produktem kultury frankofońskiej. Wystarczy spojrzeć, jak się zachowuję, jak macham rękami, kiedy mówię, jak wyrazisty mam język ciała. Wszyscy mówiący językami romańskimi to mają. Tymczasem w Anglii czy w USA nie umieją tego imitować nawet aktorzy. Ale, kiedy wróciłem zawodowo do Francji, wielu moich kolegów z wyrzutem mówiło mi: „jesteś już zepsuty pracą z Anglosasami”, i mówiąc "zepsuty", mieli na myśli rodzaj perwersji! W ich mniemaniu zmiana języka, w którym się mówi, powoduje zmianę osobowości. Ja nigdy nie przyzwyczaiłem się do Ameryki. Nie znoszę amerykańskich aktorów. Kiedy prosisz Brytyjczyka czy Francuza, by nauczył się trzech stron monologu, zrobi to perfekcyjnie bez mrugnięcia okiem – bo wyszedł z tradycji teatru. Jak dasz amerykańskiemu aktorowi trzy dłuższe zdania do nauczenia, przyleci do ciebie wściekły, drąc się: „Czyś ty kurwa oszalał, w dupę sobie wsadź swój film, spadam stąd!”. Tymczasem francuski aktor Vincent Cassel bez problemu zagrał całą swoją rolę w „Minorrr!”, chodząc na szczudłach, a kiedy dowiedział się, że będzie w filmie kopulował z drzewem, tylko się uśmiał. Żadnego marudzenia! Jose z kolei ubawił się, że zamiast mówić, będzie chrumkał jak prosię. To są wyzwania dla aktora, a nie setna rola twardego gliny albo uroczego złodzieja.

Sceny miłosne

To najbardziej skomplikowane sceny, jakie ma przed sobą reżyser. Resztę można udawać, ale udawanie namiętności jest największym wyzwaniem. Najważniejsze jest nie przekroczyć granicy, za którą jest voyeryzm, bo z reżysera zamieniasz się wtedy w podglądacza. Dla mnie to jedyny moment, kiedy boję się wejść na plan, choć moje osobiste doświadczenia w tej materii są bardzo pozytywne (śmiech). Kocham kobiety bez żadnych ograniczeń, wierzę w nie, lubię relację kobieta-mężczyzna, podoba mi się idea filmowania miłości jako czegoś pięknego. W przypadku „Kochanka” kręciłem sceny erotyczne na końcu zdjęć, choć od początku nie ukrywałem przed aktorami, że to film o namiętności i sceny miłosne będą dla niego kluczowe. Na planie, na którym je kręciliśmy, zbudowałem ulicę, gdzie ludzie krzyczeli, gotowali, był chaos i gwar. Dlaczego to zrobiłem? Bo największym problemem sceny miłosnej jest zły dźwięk – jęczenie aktorów pomieszane z miarowym skrzypieniem łóżka zabije ją w sekundę. Do tego słuchający siebie i łóżka aktorzy zorientują się, co robią i wybuchną śmiechem albo płaczem. Kiedy ich dźwięki zostały przygłuszone hałasem ze zbudowanej przez nas ulicy, wszystko poszło dobrze.

Rodzice

Moi rodzice nie mieli nic wspólnego ze światem filmu. Byli typowymi przedstawicielami tego, co nazywamy „Les Petits Francais”, czyli niższej klasy średniej, ojciec był pomocnikiem inżyniera, pracował w biurze, matka była sekretarką. Mieszkaliśmy na przedmieściach Paryża. Kiedy miałem siedem lat, powiedziałem matce, że chce robić filmy. Było to dla niej równie abstrakcyjne jak marzenia o byciu kosmonautą. W czasach kiedy zdawałem do szkoły filmowej, każdy kandydat był dobrze ustawiony w środowisku artystycznym, a moja jedyna koneksja ze światem filmu była taka, że nasz kuzyn miał kumpla, który był malarzem pokojowym, który odnawiał mieszkanie szefa telewizji (śmiech).

* Jean-Jacques Annnaud (ur. 1943), francuski reżyser, któremu sławę przyniósł film „Walka o ogień”. Przez wiele lat pracował poza Francją – poczynając od ekranizacji powieści Umberto Eco „Imię róży” z Seanem Connerym w głównej roli. Jest autorem dwóch fantastycznych filmów przyrodniczych: „Niedźwiadek” i „Dwaj bracia”. Przyczynił się do jednego z największych filmowych skandali obyczajowych, kręcąc „Kochanka” – historie romansu młodej Francuzki i Chińczyka w średnim wieku, pracował z Bradem Pittem przy „Siedmiu latach w Tybecie”, nakręcił jeden z najbardziej wystawnych europejskich filmów – „Wróg u bram”, którego akcja rozgrywa się podczas oblężenia Stalingradu. Jego najnowszy obraz „Minorrr!” – fantasy rozgrywające się w prehistorycznych czasach – wyszedł niedawno na DVD.