X3: Konflikt Terrański, Egosoft, PC
dystr. Cenega, fonia ang., napisy pol., 12+
cena 99,99 zł

_____________________________________________________________________________

Jeżeli komuś marzy się kariera pilota statku kosmicznego – czy to zwinnego myśliwca, czy majestatycznej latającej fortecy, czy cywilnego transportowca – ma dziś jeden naturalny wybór. To "EVE Online" – znakomita sieciowa symulacja sporego wycinka wszechświata z przyszłości odległej o 21 tysięcy lat. Ćwierć miliona subskrybentów, z rekordową liczbą 53 850 graczy przebywających w tym samym świecie gry jednocześnie. To już jest osobne uniwersum z olbrzymią paletą opcji. Dość powiedzieć, że umiejętności i technologii, które można rozwinąć, jest tyle, że każdy ma szansę wykreować unikalną postać. "EVE Online" to jednak także słabości typowe dla gatunku MMORPG: wymaga opłat abonamentowych, mnóstwa czasu i silnego charakteru, by nie pogrążyć się w zabawie bez reszty. Łatwo uzależnia.

Jeśli "EVE Online" skreślimy z listy marzeń, wybór okaże się niewielki. Symulatorów kosmicznych, które budziłyby takie emocje jak niegdyś "Elite" (1984), dziś już się niemal nie robi. Wśród mało istotnych meteorów i gwiazd jednego sezonu ("Freelancer", choć sprzed sześciu lat, wciąż jednak jest godny uwagi) wyróżnia się seria "X". Właśnie wydany "X3: Konflikt Terrański" anonsowany jako dopełnienie "X3: Reunion" to pełnoprawna, duża gra, zaprojektowana z myślą o wielu tygodniach rozgrywki. Z otwartą strukturą pozwalającą grać przyjętą rolę jeszcze długo po zakończeniu wątku fabularnego – a mamy ich kilka do wyboru. Zdecydowałem się na pilotkę ziemskiej – pardon, terrańskiej – floty bojowej, rezygnując m.in. z kariery pirata i pilota obcej rasy.

Jest rok 2938, kilkaset lat po wojnie z Terraformerami – myślącymi statkami kosmicznymi stworzonymi przez człowieka w celu adaptacji obcych planet na potrzeby życia. Błąd oprogramowania sprawił, że maszyny zwróciły się przeciw ludziom. Wojna została co prawda wygrana, badania nad sztuczną inteligencją zakazane, jednak wrogie myślące maszyny znów pojawiły się w Układzie Słonecznym. Trzeba stawić czoło nowym wyzwaniom.

„X3: Konflikt Terrański” jest symulatorem totalnym. Możemy latać szybkim i zwinnym stateczkiem zwiadowczym, solidnym myśliwcem, potężnym okrętem, statkami cywilnymi, adaptując każdy model – a jest ich ponad sto – na swoje potrzeby. Zawsze dobrze jest zwiększyć prędkość maksymalną, zwrotność, pojemność ładowni, moc osłon energetycznych, możliwości komputerów pokładowych (ułatwiają nawigację, pomagają w walce), kupić skuteczniejsze działa, rakiety, miny, droidy bojowe. Możemy skupić się na walce lub handlu, niekoniecznie poświęcając bez reszty czas karierze kupca. Wyręczą nas, gdy zechcemy, wynajęci piloci. Pieniądze tak czy owak są nam w "X3: KT" żywotnie potrzebne, bo bez nich nie zdobędziemy solidnej łajby i wyposażenia.

A może tak zająć się górnictwem w pasie asteroidów? Zbudować na orbicie jakąś dochodową fabrykę? Przeszukiwać pola bitew z nadzieją odnalezienia dryfujących przez próżnię cennych szczątków? Przemycać nielegalne alkohole? Dorabiać jako taksówka, podwożąc szemranych pasażerów nielubiących pytań? Albo przeskanować pękaty frachtowiec, szukając cennego transportu?... Możliwości jest mrowie. "X3: KT" ma rozmach i jest to oczywiste już na pierwszym etapie przygody. Zapewne spędzę w tym świecie jeszcze sporo czasu, ale bezwarunkowo nie poleciłbym tego tytułu nikomu. To atrakcja dla pasjonatów, mniej cierpliwych szybko od siebie odrzuci.

Nie wiem, ile z trudności, które "X3: Konflikt Terrański" piętrzy przed graczem, to niedociągnięcia, a ile świadome wyzwania mające zwiększyć poczucie, że wkroczyliśmy w prawdziwy, brutalny świat, który nie wybacza błędów. Ewidentnych niedoróbek jest w każdym razie mnóstwo. Gdy podczas patrolu z mojego skrzydła został tylko jeden myśliwiec, komputer wciąż wyświetlał radosne rozmowy poległych w boju kamratów. Zmiany kursu statku na autopilocie przypominają nie nawigację, lecz drgawki. Po akceptacji misji określonej jako "prosta" mogę na przykład dowiedzieć się, że mój statek nie spełnia wymagań – bo ma zbyt małą ładownię lub brak mu jakiejś instalacji – przez co misja bezpowrotnie przepada.

Nielogiczności, fuszerek i zbędnych utrudnień jest tyle, że można się wściec. A jednak kusi, by znowu zasiąść za sterem.

Satysfakcja: 6

Grafika: 7

Dźwięk: 7