Ota Filip budzi demony totalitaryzmu
Nominowani do tegorocznej nagrody Angelusa dzieło "Sąsiedzi i ci inni" Oty Filipa to powieść nieprzewidywalna. Czeski pisarz rozprawia się z demonami środkowoeuropejskiej historii ironicznie i bez martyrologicznego zadęcia. Oj, potrafi z nich bezlitośnie zadrwić.
- Angelus dla Josefa Skvoreckiego
- Biblioteka snów jak z Borgesa
- Odyseusze tułaczki niemieckiej tożsamości
- Varga uwarzył pyszny gulasz po węgiersku
- Krzysztof Varga startuje do "Angelusa"
- 14 książek powalczy o Angelusa
- Pilch i Ugresic walczą o Angelusa '09
- Szkvorecky: Coś dodałem, coś ulepszyłem
- Powieść Szkvoreckiego mnie powaliła
- Bałkańska Shirley Temple czasów Holokaustu
- Czechow Glińskiej bezpiecznie poprawny
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Sąsiedzi i ci inni"
Ota Filip
Wy. Oficyna Wydawnicza ATUT 2008
Jeśli o dramacie dwudziestowiecznych totalitaryzmów ktoś potrafi napisać z perspektywy prześmiewcy, posługując się groteską i niewybrednym humorem, musi to być Czech. Owa umiejętność
ironicznego spojrzenia na historię, bez krzty martyrologicznego zadęcia, wśród nas, Polaków, często bywa przedmiotem zazdrości.
Ale nie oszukujmy się – powieść podobna do "Sąsiadów i tych innych" żadnemu z naszych autorów nie przeszłaby przez klawiaturę. Brak nam po temu dystansu i
zakorzenionego w czeskiej tradycji genu kpiarstwa. Książka Filipa jest bowiem mieszanką iście wybuchową: skłania do gorzkiej zadumy, wywołując jednocześnie salwy niepohamowanego
śmiechu.
Sąsiedzi z SS
Ota Filip należy do tego samego pokolenia co Milan Kundera. Tak samo zresztą jak autor "Nieznośnej lekkości bytu" w połowie lat 70. został zmuszony do opuszczenia Czechosłowacji. Od tamtej pory żyje i tworzy na emigracji. W przeciwieństwie jednak do Kundery Filip nigdy nie odstąpił pisania w ojczystej czeszczyźnie. Jak sam twierdzi, choć pisze również po niemiecku, stoi raczej w rozkroku pomiędzy dwoma językami, tak jak pomiędzy starym a nowym życiem. Podobnie jest z bohaterem "Sąsiadów..." Oskarem Mesztiaczkiem, którego biografia miejscami mocno przypomina biografię samego autora.
Ów starzejący się "niepiszący literat" od lat mieszka w Niemczech, a osiadając w malowniczym podalpejskim miasteczku, marzy jedynie o świętym spokoju. Pragnie w końcu odciąć się od bolesnych wspomnień pozostawionych w ojczyźnie, ma też dość odgrywania roli wypędzonego z domu tułacza, któremu w świecie zachodnim należy się współczucie. Ale życie na zacisznej prowincji dalekie jest od sielanki.
Niby nic strasznego się nie dzieje, ale nawet tak błahe sprawy, jak niedzielne herbatki, pogawędki z sąsiadami czy obowiązek segregowania śmieci, dla Oskara okazują się istną torturą, zwłaszcza że mieszkańcy uroczego podalpejskiego zakątka to istna galeria osobliwości. Szybko okazuje się, że pośród schludnie wysprzątanych uliczek i w przytulnych domkach z wypielęgnowanymi ogródkami czają się demony, z którymi Mesztiaczek od lat bezskutecznie próbuje się uporać. Nie może być inaczej, skoro sąsiedztwo naszego bohatera zamieszkują były członek Waffen SS, wypędzeni z Czech Niemcy sudeccy czy dystyngowana staruszka jawnie demonstrująca swą niechęć wobec Żydów i Słowian.



























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!