Dziennik Gazeta Prawana logo

Powieść Szkvoreckiego mnie powaliła

8 grudnia 2009, 10:19
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Josef ĹkvoreckĂ  quot;Przypadki inĹĽyniera ludzkich dusz quot;
Josef ĹkvoreckĂ quot;Przypadki inĹĽyniera ludzkich dusz quot;/Inne
Andrzej Jagodziński, tłumacz literatury czeskiej, dziennikarz, eseista, w tym roku otrzymał pierwszą w historii Angelusa nagrodę dla tłumacza za przekład "Przypadków inżyniera ludzkich dusz" Josefa Szkvoreckiego. Nam opowiedział, jak powstawała polska wersja dzieła laureata tegorocznej Nagrody Literackiej Europy Środkowej.


: "Przypadki inżyniera ludzkich dusz" w oryginale ukazały się pod koniec lat 70. Ja od Szkvoreckich dostałem je w 1986 roku. Powieść mnie powaliła. Natychmiast usiadłem i zacząłem ją tłumaczyć. Wkrótce jednak zorientowałem się, że nie jest to książka, którą można przełożyć linearnie. Najpierw trzeba było wypreparować z niej wszystkie wątki i rozłożyć na czynniki pierwsze. W dodatku każda z postaci ma swój język: jest np. język czechoamerykański, ale jest i gwara lat 40. i 50. Początkowo przetłumaczyłem około 300 stron. Te fragmenty ukazały się w książce będącej wyborem tekstów Szkvoreckiego zatytułowanej "Wyjątki z autosztambucha", która ukazała się w 1988 r. nakładem jednego z niezależnych wrocławskich wydawnictw.


Przyszedł rok 1989, zacząłem pracować jako dziennikarz, zostałem korespondentem w Pradze i Bratysławie, potem byłem dyrektorem Instytutu Polskiego w Pradze. A "Przypadki..." to książka, która wymagała wierności i absolutnego oddania na przynajmniej rok. Wróciłem do niej dopiero w 2007 roku.


Dla mnie jest to opowieść o kraju, w którym żyłem. W normalnym, demokratycznym państwie żyję stosunkowo od niedawna. Z drugiej strony nie jest to powieść nostalgiczna.


W czasach, kiedy weryfikujemy przeszłość i próbujemy się z nią rozliczać, nabiera innych znaczeń. Przyznam, że bardzo mi przeszkadza chęć rewanżu i nienawiść, która pojawia się w momencie, gdy próbujemy uporać się z przeszłością. W "Przypadkach..." nie ma nienawiści, choć Szkvorecky opowiada straszne historie swoich bohaterów. To czeskie spojrzenie jest mi bardzo bliskie. W tej książce nie ma lekceważenia ofiar ani gloryfikowania zbrodniarzy. Ale jest ironia, która łagodzi ból. I łagodzi ostrza pojedynków, które dziś są zupełnie bezsensowne.


W pewnym sensie jest to montaż filmowy. Szkvorecky, dokonując bilansu kilkudziesięciu lat swojego życia w Czechach i na emigracji, spisał rozmaite historie. Potem je pociął i rozłożył na dywanie, by złożyć w nową całość. Ale jest też struktura muzyczna. Tu jest tak jak w muzyce jazzowej: ktoś podaje motyw, pozostali improwizują. Pozornie niezwiązane ze sobą wątki zaczynają współgrać, tworzą harmonię.


Jak sam o sobie napisał, jest saksofonistą, który nie odniósł sukcesu. Jazz jest jednak obecny w każdej jego książce. W "Inżynierze ludzkich dusz" jazz jest odskocznią od brutalnego świata, od paranoi czasów okupacji czy stalinizmu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj