Rozpiętość tematyczna i gatunkowa, melanż konwencji i tonacji utworów z "Marginesu" są imponujące.

Rzecz podzielona jest na cztery części. W pierwszej są szkice, felietony, humoreski i reportaże. Druga składa się z korespondencji m.in. z Julianem Przybosiem, Jerzym Zawieyskim, Janem Brzękowskim i Pawłem Mayewskim. W kolejnych znalazły się wspomnienia o zmarłych przyjaciołach, odczyty i wykłady.

To silva rerum ma przemyślaną konstrukcję. Rozpoczyna się reportażem z podróży do Chin z 1958 roku, zaś kończy zapisem spiczu sprzed kilku lat. Relacja z wizyty w Państwie Środka wyszła spod pióra trzydziestokilkulatka, zaś finalizująca książkę laudacja na cześć amerykańskiego tłumacza literatury Billa Johnstona to dzieło autora ponad dwa razy starszego. Metryka tekstów jest istotna, bo "Margines, ale...", którego tytuł zaczerpnięto z cyklu felietonów z miesięcznika "Odra", stanowi świadectwo drogi twórczej Tadeusza Różewicza. Tym ciekawsze, że powstałe mimochodem: redaktor wydania Jan Stolarczyk złożył je z tekstów rozproszonych – w formie książki ukazują się po raz pierwszy (część nigdy nie była publikowana).

Niektóre teksty zadziwią nawet zagorzałych czytelników autora "Kartoteki". Poeta odkrywa swoje mało znane oblicze radykalnego ekologa i postuluje całkowitą likwidację prywatnego transportu samochodowego, w którym widzi nie tylko zagrożenie dla środowiska naturalnego, lecz także przyczynę erozji kontaktów międzyludzkich. "Inna jest psychika pieszego i inna człowieka, który go mija z szybkością stu kilometrów..." – pisze.


Okazuje się wnikliwym analitykiem współczesnej popkultury. Przewrotnie dekonstruuje mit King Konga. "Cała tajemnica, że King Kong jest pozbawiony płci. Zupełnie jak lalka dziecinna nie ma nic »u dołu«, jak pisał nasz Reymont w »Chłopach«. King Kong jest pozbawiony członka i jaj. Może więc iść przez nasze kina, miasta i miasteczka, przez oczy naszych milusińskich bezkarnie". Ale to tylko po części mało pochlebna recenzja filmu Johna Guillermina z Jessiką Lange. W istocie jest to polemika z rodzimą krytyką, która zaatakowała Różewicza za "Białe małżeństwo", dopatrując się w tej sztuce teatralnej treści pornograficznych.

Problem uwikłania w seksualność i cielesność pojawia się w "Marginesie" kilkakrotnie. Poeta rozważa go w szkicu o malarstwie Jerzego Nowosielskiego. Dostrzega w jego dziełach ambiwalencję twórcy, który sakralizuje ciało, a zarazem wydobywa z niego trucizny, jątrzy wyobraźnię. Kobiety na obrazach Nowosielskiego mają zdaniem Różewicza "agresywne" usta i piersi, smażą się w smole. "Jest w tym wszystkim jakieś bolesne doświadczenie dziecka, dla którego płeć łączyła się z wyobrażeniem grzechu i kary, bólu i ognia piekielnego" – pisze.

Z absolutnym zdziwieniem przeczytałem natomiast wyznania poety na temat mody. Okazuje się, że Tadeusz Różewicz jest niezwykle wyczulony na komentarze dotyczące tego elementu wizerunku. Do tego stopnia, że kiedy znajomy w dobrej wierze przywitał go kiedyś okrzykiem "Ale kożuszek!", poeta poczuł się dotknięty do żywego i na kilka miesięcy zerwał kontakty. "Stare ubranie staje się dla mnie z czasem częścią organiczną, czymś w rodzaju skóry" – zanotował.


Są w "Marginesie" cudowne anegdoty. Jedna z najzabawniejszych wiąże się z wierszem "Szkic do erotyku współczesnego" z tomiku "Twarz". Zbiorek wydrukowano z błędnym wersem "pierś brzuch uda Kobyle", a powinno być "Kybele".

Humoreski sąsiadują tu z rozważaniami dotyczącymi istoty literatury, sztuki i życia. W 1977 roku, odpowiadając na ankietę pisma "Kultura", sformułował swoje credo: "Kiedy byłem młodszy, zdawało mi się, że pisaniem wymierzam sprawiedliwość »widzialnemu światu«. Teraz po wielu latach pisania... szukam innych »racji«. Szukam".

Takiego portretu wybitnego poety, podglądanego w odpryskach twórczości, jeszcze nie było.

MARGINES, ALE.... | Tadeusz Różewicz | Biuro Literackie 2010 | 44 PLN