Ćwierć wieku temu Wiśniewski dzielił krytyków. Byli tacy, którzy pokrajaliby się na plasterki za „Koniec Europy”, „Panopticum a la Madame Tussaud”, „Modlitwę chorego przed nocą”, „Walkę karnawału z postem” czy zamykające dekadę lat 80. „Olśnienie”. Innym z Wiśniewskim było nie po drodze. Po „Arce Noego. Nowym końcu Europy” nie powstanie zapewne żaden demaskatorski tekst w rodzaju słynnych „17 zdań w sprawie Wiśniewskiego” zapisanych ćwierć wieku temu w „Teatrze” przez Janusza Majcherka, wówczas z racji wieku i stażu pełniącego funkcje „młodego gniewnego”. Dziś Wiśniewski, enfant terrible lat 80. a i sam Majcherek awansowali do roli klasyków w swoich specjalnościach. Sądzę jednak, że i pogromca Wiśniewskiego i ci, którym ten teatr był nie w smak, dziś patrząc na powrót artysty do tamtego tematu, nie byliby już tak wojowniczy.

Mam kłopot z tą najnowszą produkcją poznańskiego Teatru Nowego. Na pytanie „dobre ono?” mogę odpowiedzieć tylko słowami zmarłego niedawno Jerzego Koeniga: „Ja tam wolę sąsiadkę”, co przecież nie oznacza, że przedmiot pytania uważam za brzydactwo. Dziś na ten spektakl patrzy się z ulgą, mając w pamięci to, co piszczy na innych scenach. Na tym tle teatr Wiśniewskiego nie jest już tym, czym był ongiś. Ta ostentacyjnie, bezwstydnie niemal podkreślana teatralność, skrajne skonwencjonalizowanie, mordercza precyzja scenicznego działania nagle odkryła powab, którego być może wcześniej nie dostrzegano. Widząc taki teatr, stare konie zarżą na wspomnienie mołojeckiej sławy całkiem niedawno minionej młodości (ach, jak miło było palić w Wiśniewskiego jak w jasną świcę albo bronić go do krwi ostatniej!!!...), a teatralne źrebięta oszaleją ze szczęścia, tak jak entuzjastycznie powitała tę premierę poznańska młodzież. I nie dziwota: dla wielu z tych młodych ludzi taka kwintesencja teatralności po paru sezonach scenicznego „żyćka w skali 1:1” może być czymś nowym. Taki teatr to dziś gatunek endemiczny. Występuje rzadko i miejscowo.

„Boys are back in town” chce się westchnąć, patrząc na scenę Nowego zredukowaną w wymiarach o połowę, o prosceniowym oknie czy raczej okienku obramowanym żarówkami, takimi samymi, jakie zdobią sceniczne otwory drzwiowe. Prościutka scenografia,: zgrzebne mebelki, metalowe łóżko po lewej, wygnieciona pościel, od spodu obryzgana czymś czerwonym – pewnikiem krew. I w tej scenografii oldboje: Wiśniewski (autor, reżyser, kreator tego świata), Jerzy Satanowski: kompozytor i wykonawca oraz Emil Wesołowski – choreograf znów puszczają w ruch ludzkie kukiełki, podobne do tych sprzed lat. Na kilku twarzach podobne ekspresjonistyczne make-upy, tym razem jednak jakby nieco ich mniej, ale ci ludzie figurynki znów poruszają się znanym nam już mechanicznym ruchem nakręcanych automatów, albo przemierzają scenę krokiem koni tresowanych na maneżu. A ruszają się w takt muzyki komponowanej przez Satanowskiego według starej i znanej recepty: chcesz uzyskać nastrój zagrożenia, sytuacji ekstremalnej – daj w moll, szybko i ostinatowo, i te powtarzane frazy moduluj w górę. Ścieżka dźwiękowa Satanowskiego najbardziej przypomina tamten teatr Wiśniewskiego.

Sceniczne obrazy o dużej urodzie dość często górują nad przekazem intelektualnym. Dlatego Wiśniewskiego należy bardziej oglądać, niż rozumieć, choć gdyby trochę to przedstawienie poskrobać, dawne zarzuty Majcherka o „wszystkoizm”, o powtarzanie „kilku prawd co nienowe” można by powtórzyć i teraz. Tylko... jakież to my prawdy słyszymy z innych scen? Nawet i tych już nie.

„Nowy koniec Europy” AD 2008 opatrzony jest przedtytułem „Arka Noego”. Kto wie, czy nie lepszy byłby „Wieża Babel”, bo na scenie obok Polaków Niemcy, Izraelczycy, Włosi, Austriacy aktorzy z Kosowa, jest nawet prawdziwy Hindus. Bardzo zglobalizowany ten Wiśniewski, który przebył przez te ćwierć wieku skomplikowaną drogę, by wrócić do źródeł międzynarodowym projektem kilku różnych teatrów. Aż bierze ciekawość, jak długo i w jaki sposób będzie można utrzymać w repertuarze przedstawienie o takiej obsadzie. Twórca, który przed laty bulwersował – nagle, wobec tego, co stało się naokoło niego – stał się gatunkiem rzadkim. Gatunek przecież nie na wymarciu – teatr Wiśniewskiego ma przed sobą długie lata, kto jednak wie, czy już dziś nie należy go otoczyć opieką taką, na jaką zasłużył choćby miś panda: też rzadki, a i rozmnożyć go niesłychanie trudno.

Arka Noego. Nowy koniec Europy.

Janusz Wiśniewski:

Reż: Janusz Wiśniewski.

Teatr Nowy w Poznaniu.

Premiera 13 września