Materna: Teraz bawi mnie praca w teatrze
Choć większość teatrów w wakacje robi sobie wolne, warszawski Teatr Polonia działa latem pełną parą. Widzowie zobaczą m.in. premierowy spektakl "Krzysztof M. Hipnoza". W roli hipnotyzera wystąpi Krzysztof Materna. DZIENNIK rozmawiał z aktorem.
- W teatrze trzeba mówić prawdę
- Karolina Piechota: Błaznom wolno więcej
- Kleczewska: Reżyser w teatrze to władca
- Marek Kalita: Błądzenie jest wartością
- Starsi Panowie patronami "Niewinnych Czarodziejów"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Spektakl „Krzysztof M. Hipnoza” z racji swej konstrukcji w znacznej mierze będzie opierać się na Pańskiej osobowości. Tymczasem wielu postrzega Pana jako zarozumiałego bufona...
Krzysztof Materna: Dość długo żyję, a pierwszy raz spotykam się z takim określeniem. Być może ono wypływa z tego, że tak mam skonstruowaną twarz - to po pierwsze. Po drugie, z faktu, że dość poważnie podchodzę nawet do żartowania. A po trzecie, że znany jestem z tego, że nie toleruję głupoty, szczególnie gdy związana jest ona z brakiem zawodowstwa, a co niestety jest powszechne w dziedzinach, które uprawiam. Dlatego mam dystans do rzeczy, które się wokół mnie dziają. Stąd być może taka opinia.
Wielu Pana kolegów po fachu bawią politycy i chętnie czynią ich bohaterami swoich satyr. Z tego co wiem, Pan wręcz odwrotnie.
Uważam, że politycy zawsze byli dobrym materiałem na kabaret, zresztą jak wszystkie osoby publiczne. Natomiast sposób uprawiania polityki aktualnie jest na tak niskim poziomie, że łatwość żartowania z nich sprawia, że staje się to niesłychanie płaskie. Właściwie w tej chwili żartować z osób publicznych jest znacznie łatwiej niż kiedyś. Dziś można mówić bowiem po nazwisku. Nie ma więc w tym niczego abstrakcyjnego ani też zakamuflowanego. Czegoś, co powoduje, że żart kreuje wyobraźnię.
To znaczy, że satyryk jest wobec tej rzeczywistości bezradny?
Nie. To jest wybór pomiędzy takim, a innym poczuciem humoru. Ja mówię o sobie, że mnie łatwość żartowania nigdy nie pociągała. Być może dlatego nie uważam, że rejony satyryczne, w których się poruszałem czy poruszam są w tej chwili głównym nurtem, czymś, czym chciałbym się zajmować.
Co w takim razie bawi Krzysztofa Maternę?
W tej chwili bawi mnie praca w teatrze. Dlatego, że ona jest abstrakcyjna. Dodatkowo w przypadku „Hipnozy” nie jest to wymiar, w którym mam określone tworzywo literackie i wiem, co się z nim stanie. Dodatkowo właściwie każdy spektakl jest nowym przedstawieniem i nie można uznać tego projektu za zamknięty. Na dodatek dopiero w trakcie przedstawienia będę wiedział w jaki rejon prowadzi mnie mój gość, z którym danego wieczoru się spotykam.
Zanim przejdziemy do spektaklu to chcę zapytać czy istnieją tematy, które w Pana ocenie są szczególnie dobrym materiałem na kabaret?
Jest ich tysiące. Jeśli jednak sprowadzamy to do pojęcia szeroko rozumianej rozrywki to właściwie ostatnio nie znalazłem czegoś takiego, co by spowodowało, abym się uśmiechnął. Może poza jednym przykładem. Byłem na takim przedstawieniu one-man-show, które robi kolega Rafał Rutkowski i zauważyłem, że to jest taki sposób opowiadania, taka kategoria żartu, której nikt w Polsce jeszcze nie uprawiał. Dość ostry, ale jednocześnie nasycony pewną abstrakcją. Bardzo mi się to podobało. Dodatkowo w tym spektaklu nastąpiło zderzenie dobrego tekstu z dobrym aktorstwem. Jeśli mówić o tym co funkcjonuje w kabarecie w tej chwili, to zdecydowanie należy rozróżniać te rzeczy, które są aktorstwem podparte, od tych, które są studenckim sposobem przedstawiania rzeczywistości, czyli czymś w stylu „kobieta z wypchanym biustem”.
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!