Dziennik Gazeta Prawana logo

Śpiewające wiewiórki lepsze od Bee Gees

11 stycznia 2008, 15:38
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Śpiewające wiewiórki lepsze od Bee Gees
Inne
Twórca „Garfielda 2” pozostaje pod nieuleczalnym urokiem małych zwierzątek, tym razem wziął na warsztat, znane z popularnego serialu, gadające i śpiewające wiewiórki. Wyszło coś pomiędzy „Shrekiem” i „Jelonkiem Bambi”

"Alvin i wiewiórki” to kultowa, przynajmniej w Stanach, kreskówka opowiadająca o zespole tytułowych gryzoni, który odnosi sukcesy w pierwszych latach rozkwitu rock’n’rolla. Pomysł stworzenia aktorskiej wersji serialu narodził się już 10 lat temu. Problem jak przenieść bajkę sprzed 50 lat w obecne realia tak, by nie "trąciła myszką” rozwiązał Jon Vitti. Scenarzysta "Simpsonów” miał za zadanie połączyć tradycyjną rodzinność z przewrotnością i ironią, do której przywykł współczesny widz.

Wiewiórki po tym jak "ścięto” ich leśny dom, trafiają do mieszkania Dave’a (Jason Lee), nieudanego kompozytora, wciąż marzącego o sukcesie. Niestety, w dobie Justina Timberlake’a pisze on piosenki w stylu Joan Baez, nic więc dziwnego, że jego dawny kumpel ze studiów Ian (David Cross), a obecnie właściciel dużego studia nagrań, nieustannie odprawia go z kwitkiem. Dave szybko odkrywa muzyczny talent nowych lokatorów, upatrując w tym od dawna wyczekiwanej szansy. Także Ian wietrzy niezły interes. Niestety, okazuje się ich koncepcje na komercyjne wykorzystanie gryzoni zaczynają się poważnie różnić.

Film Tima Hilla to nic więcej niż kolejna familijna produkcja serwowana w okolicach Bożego Narodzenia. Z jednej strony widzowie dostają rodzinny klimat przywodzący na myśl disneyowskie produkcje - tytułowe wiewiórki to trójka sierot szukająca w Davie namiastki ojca. Swoją drogą jak bardzo samotni muszą być współcześni amerykańscy single, skoro potrzeba aż gadających gryzoni, by obudzić w nich rodzinne potrzeby. Z drugiej, świat show-biznesu jest tu tak groteskowy i przerysowany, że poza pyszną parodią, otrzymujemy także pewien walor edukacyjny. Pochwalić należy porcję kapitalnie przerobionych starych piosenek (część z nich to hity z oryginalnego serialu) i perfekcyjną, łączoną z grą aktorów animację. Ogląda się to miło, ale tylko tym, którzy nie widzieli "Kto wrobił królika Rogera”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj