Dziennik Gazeta Prawana logo

Weiss zakochany

4 lipca 2008, 17:25
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Weiss zakochany
Inne
Malarstwo Wojciecha Weissa kojarzy się z secesją i aktami, które jeszcze i dziś wzbudzają pożądanie bywalców aukcji dzieł sztuki. Wystawa "Piękno do mnie przyszło" w Muzeum Narodowym w Krakowie przypomina innego Weissa - subtelnego kolorystę, urzeczonego urodą małopolskiego krajobrazu i świeżo poślubionej koleżanki po fachu.
fr_aneri_pejza_z_101666a_347701.jpg
Jak krakowski dekadent został impresjonistą

Tak zwany "biały okres" twórczości Weissa, przypadający na lata 1906-1912, zaczął się od przeprowadzki do Kalwarii Zebrzydowskiej i romansu z Ireną Silberberger. 18-letnia łodzianka przyjechała do Krakowa studiować malarstwo. Ponieważ miejscowa Szkoła Sztuk Pięknych przyjmowała tylko mężczyzn, zdecydowała się na prywatny kurs u Weissa. Pedagog z miejsca zadurzył się w swojej uczennicy.

Taki był początek długoletniego związku pary artystów, zakończonego dopiero z chwilą śmierci Wojciecha Weissa w 1950 roku. Pod wpływem młodej żony krakowski malarz kompletnie zmienił styl życia i twórczości. Umarł Weiss – mroczny symbolista, wierny towarzysz pijackich ciągów Stanisława Przybyszewskiego. Narodził się Weiss - domator, autor optymistycznych, świetlistych krajobrazów i pastelowych portretów, porównywany przez krytykę do Renoira i Cezanne’a.

Ze słynnymi impresjonistami łączyła polskiego malarza fascynacja japońszczyzną, lansowaną w Krakowie przez wielkiego kolekcjonera i oryginała, Feliksa Mangghę Jasieńskiego. Otoczony sadami dom w Kalwarii i jego mieszkańcy (na czele z ukochaną Renią) stali się dla niego nieustannym tematem obrazów i rysunków. „Piękno do mnie przyszło i oplotło się dookoła mnie” – ten fragment poezji Weissa nieprzypadkowo został użyty w tytule wystawy.

W Kamienicy Szołayskich można też obejrzeć kilkadziesiąt prac żony i muzy artysty, która jako malarka używała pseudonimu Aneri (anagram od Ireny). Ich stylistyka i tematy nie odbiegają od mężowskich. Uzupełnieniem ekspozycji są autentyczne palety z resztkami farby, pędzle, fotografie, fragmenty listów i wyposażenia domu w Kalwarii, a nawet biżuteria Aneri.

Tylko amatorzy golizny będą niepocieszeni. Musi im wystarczyć „Autoportret w półakcie” Weissa z 1909 roku. Niestety, przyszły rektor krakowskiej ASP nawet z nagim torsem nie przypomina Brada Pitta.

"PIĘKNO DO MNIE PRZYSZŁO..." "Wojciech Weiss. Malarstwo białego okresu. Aneri Irena Weissowa. Malarstwo", Kraków, Muzeum Narodowe - Kamienica Szołayskich, wystawa czynna do 31 sierpnia

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj