Angelika Markul zajęła jedną z mniejszych sal wystawowych CSW Zamek Ujazdowski. Ale to aneksja totalna. I tak - totalnie - oddziałuje na widza jej instalacja "La Clarté Souterraine".

Reklama

W pierwszej chwili widać tylko półmrok. Tym intensywniejszy, że ściany galeryjnego wnętrza zostały ubrane w grubą, lekko połyskującą czarną folię. Po chwili z ciemności wyłaniają się kształty. Przestrzeń nieznacznie rozświetla kilka jarzeniówek dających ciepłe, pomarańczowe światło, częściowo rozproszone wirującymi skrzydłami wentylatora. Oglądamy kolejne fragmenty instalacji - siatkowe panele oparte o ściany i rozwieszone na suficie, kilka drewnianych skrzynek, a w zakamarku sali - dwukanałowy obraz wideo. Film, drewno, migające światło, czarna mocno pachnąca folia i dźwięki. Brzmi znajomo? Tak, to ulubione tworzywa Markul. I po raz kolejny za ich pomocą artystce udało się powołać do życia przestrzeń wprawiającą widza w stan silnego zakłopotania.

W Zamku Ujazdowskim Angelika Markul stworzyła minilaboratorium, obszar manipulacji, w którym odczuwa się niepokój, ale i ciekawość związaną z dopuszczeniem do zamkniętej, niemal niedostępnej przestrzeni. To obszar odwróconych porządków, miejsce, w którym wszystko działa na innych niż zazwyczaj prawach - martwe przedmioty niemal ożywają, a widzom funduje się dość radykalne doświadczenie uprzedmiotowienia.

Taka praktyka najdobitniej manifestuje się w pokazanych na "La Clarté Souterraine" wideo. Na niewielkim fragmencie białej, nieosłoniętej folią ściany zapętlone zostały dwa filmy, wykorzystujące skrajnie przeciwne środki. Na lewo oglądamy zapis dość enigmatycznej i przerażającej praktyki. Bezgłowe korpusy wielkich ryb leżą koło siebie w rzędach. Trudno powiedzieć, ile ich jest - kilkanaście, kilkadziesiąt? Ostry szpikulec po kolei odgarnia fragmenty skóry i bada suszące się, różowe mięso. Martwe, zmultiplikowane sylwetki wyglądają odrażająco, ale też fascynują - co to jest? Co to za rytuał? Martwe ciała przypominają egzotyczne przedmioty, niemal gadżety. Tej projekcji nie towarzyszy żaden dźwięk. Tuż obok oglądamy skrajnie przeciwny obraz - spowite mrokiem sylwetki maszyn i przedmiotów. Fragmenty technicznych instalacji ożywiane są podmuchem wiatru, ruchem turbiny, drgającym światłem. Do tego odgłosy fabryki, pokrzykiwania, stukanie, dźwięk syreny. Proste? Tak. I w tym tkwi siła instalacji Markul. Dobitne, niemal dosłowne obrazy wideo wprawione zostały w kontekst mocnego doświadczenia przestrzennego. Widzom, którzy przekraczają próg "La Clarte Souterraine" artystka nie tylko pokazuje rozkład ciała i ruch fabrycznych obiektów, ale też pakuje ich w czarną, połyskliwą formę, wrzuca w mrok rozświetlany jarzeniówką, może nie zrównuje, ale porównuje z przedmiotem.

Czy śmierć może dotyczyć materii? Czym jest proces ożywiania? Markul stawia te pytania konsekwentnie i z upodobaniem. I trzeba przyznać, że wychodzi jej to świetnie. Dwa lata temu w Galerii Foksal pokazała "Sen Muchy". W korytarzu galerii oglądaliśmy świetlówki, a w nich - martwe insekty. W tak przygotowanym wnętrzu umieszczone zostały dwa wideo - "Opuszczone" - opowieść o opuszczonym przez człowieka strychu, który zajęły gołębie "Widziane" - sekwencje filmów o umierających albo toczonych rozkładem zwierzętach. Tak jak i "La Clarté Souterraine", "Sen Muchy" dawał możliwość przyjrzenia się i uczestnictwa w symulowanym procesie rozkładu, śmierci, ale też organicznego "życia po życiu". Markul wyposażała widzów w szkło powiększające i zachęcała do przyjrzenia się, co dzieje się z cielesną i nieożywioną materią. Instalacja w warszawskim CSW Zamek Ujazdowski tworzy ciąg dalszy tych rozważań.

To, co funduje widzom Markul, to niemal język horroru. Stworzona przez nią przestrzeń pełna jest napięcia w najlepszym wydaniu. Świetnie, że artystka konsekwetnie obstaje przy wideo, folii i drewnie. Fabularny thriller jej autorstwa mógłby chyba już tylko zabić.

La Clarté Souterraine
Angelika Markul
CSW Zamek Ujazdowski, Warszawa, do 26 października