Oparta na powieści kryminalnej Jamesa Lee Burke’a "Elektryczna mgła" w reżyserii Bertranda Taverniera (autor "Przynęty", która w 1995 roku
wygrała Berlin) to film nawiązujący do klasycznego kina noir. Detektyw David Robicheaux (jak zawsze niezawodny w rolach zmęczonych twardzieli Tommy Lee Jones) prowadzi śledztwo w sprawie
zamordowanej brutalnie prostytutki. Trop prowadzący na plan kręconego właśnie w okolicy filmu o wojnie secesyjnej, okaże się również drogą do rozwikłania tajemniczego morderstwa na tle
rasowym przed wielu lat. Powieść Jamesa Lee Burke’a z połowy lat 90. reżyser przeniósł we współczesne czasy i wplótł jej akcję we wydarzenia ostatnich lat. Swoją decyzję
tłumaczył: "Nie wyobrażałem sobie kręcenia filmu poza Luizjaną, gdzie ma miejsce akcja powieści - tamtejszy klimat, bagna, sposób życia ludzi są kluczowe dla fabuły. Jednak dziś
w okolicach Nowego Orleanu trudno trafić w miejsce, które nie byłoby naznaczone kataklizmem huraganu Kathrina. Dlatego dodaliśmy do ten wątek do scenariusza." Film, może nie do końca
spełniający kryteria tzw. obrazu festiwalowego, jest bardzo porządnie zrobioną rozrywkową produkcją z wyższej półki, fantastycznie sfilmowaną i, w przeciwieństwie do powieści bardzo
dowcipną. O reakcji autora na ekranizację reżyser mówił: "James powiedział mi, że właśnie z tej powieści, z całego cyklu o Robicheaux jest najbardziej dumny i marzył o jej
filmowej wersji od dawna."
Drugie śledztwo, które zaserwowało nam Berlinale jest zdecydowanie cięższego kalibru. W "Storm" niemiecki reżyser Hans Christian Schmid bierze bowiem na warsztat proces
serbskiego zbrodniarza przed trybunałem w Hadze. Były dowódca serbskiej armii Goran Duric ma odpowiedzieć za przymusowe wysiedlenia i pacyfikacje bośniackich wiosek. Podczas procesu okazuje
się, że jedyny świadek oskarżenia kłamie. Następni zaś, namówieni do zeznań nadludzkim wysiłkiem oskarżyciela, świadkowie mają do powiedzenia rzeczy, które są politycznie niewygodne
nawet dla sądu. Schimd ("Requiem") wziął zamach na przejmujący niejednoznaczny obraz, który obnaży działanie interesu politycznego i tak zwanego "wyższego
dobra" nawet w tak jednoznacznych sprawach jak gwałty i morderstwa w czasie ostatniej wojny na Bałkanach. Jednak jego obraz nie przekonuje, zbyt upraszcza pewne kwestie, a zrealizowany
jest miejscami jak produkcja telewizyjna.
Jutro przed nami kolejna policyjna historia - "Bellamy" Claude’a Chabrola z Gerardem Depardieu w głównej roli i film na który czekają chyba wszyscy krytycy na
festiwalu - "Rage" Sally Potter, w którym zobaczymy Jude’a Law w roli… kobiety, a na dodatek wziętej modelki.