(Runaway) Alice Munro przeł., Alicja Skarbińska-Zielińska, Wydawnictwo Dwie Siostry 2009 39,90 PLN
Ocena: 5/6
____________________________________________________________________________
Polski czytelnik późno dostał szansę zapoznania się z twórczością Alice Munro. Za późno jak na autorkę tego kalibru U nas spośród kilkunastu książek, jakie 78-letnia pisarka ma w dorobku, w polskim tłumaczeniu ukazała się jedynie "Uciekinierka". Zatem uwaga: czytelnik, który dotąd nie zetknął się z pisarstwem jednej z gigantek współczesnej literatury, ów zbiór opowiadań powinien potraktować jako lekturę obowiązkową.
Przyzwyczajeni do panującej za oceanem mody na realizm w krótkich formach prozatorskich krytycy amerykańscy twierdzą niekiedy, że Munro ma tendencję do "staromodnych" odwrotów od realistycznej konwencji i stosowania wysmakowanych literackich sztuczek. Charakteryzując prozę Kanadyjki, często wspomina się także o realizmie czechowowskim, bo Ale Kanadyjka nie odchodzi od realizmu tak daleko, jak sugerowaliby to niektórzy krytycy. Przeciwnie:
. Szybko zaczynamy orientować się w terenie, po którym poruszają się pierwsi bohaterowie zbioru Carla i Clark – małżeństwo mieszkających w małej wiosce hodowców koni. Gdy jednak już w pełni zadomawiamy się w ich świecie, odkrywamy, że ta opowieść szybko dobiegnie końca. Pora na nowych bohaterów, nowe dylematy i nowe historie, które wciągną nas z taką samą siłą, co pierwsza.
Każda z nich jest uciekinierką. Jest nią tytułowa Carla, która planuje potajemnie opuścić męża, a ujechawszy zaledwie parę kilometrów, zdaje sobie sprawę, że nie potrafi porzucić dotychczasowego życia; jest nią Juliet, która zostawia wszystko, by odnaleźć poznanego w pociągu mężczyznę i jej córka Penelopa, która po latach z niewiadomych powodów zrywa z matką kontakt.
Munro bywa bezlitosna dla swoich bohaterek. Przygląda się przemianom ich ciał i psychiki, każe rozliczać się z gorzkiej przeszłości.
Kanadyjka lubi grać z czytelnikiem. Doskonale potrafi przewidzieć jego reakcje i poprowadzić ściśle wyznaczonym przez siebie torem. To je odrealnia. Bywa, że bohaterowie jawią nam się jako aktorzy grający w wyreżyserowanej przez autorkę sztuce. I podobnie jak u autora „Wiśniowego sadu” pod powierzchnią codzienności kipią nierozładowane emocje. Munro doskonale potrafi je uchwycić.