Ale metaficzne wyznania aktora to nie wszystko. Janusz Gajos wraca też do początków swojej kariery, do roli, która zawładnęła jego wizerunkiem na wiele lat - do . Nie wspomina jej jednak zbyt dobrze.
"Ten okres w moim życiu już zawodowym prawie to jest coś bolesnego, bo wtedy nagle zdałem sobie sprawę, co to jest, po co się to robi" - mówi aktor. "Bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że to nie jest to, o czym bym marzył, łącznie z tą . Byłem wówczas bardzo niezadowolony" - wyznaje.
Ze stereotypu Janka wychodził bardzo długo. Próbował się od niego oderwać przez rolę dozorcy Tureckiego w Kabarecie Olgi Lipińskiej. "I z tego znów trzeba było się wydobywać, wiele lat czułem się , że nie mogę ciągle z czegoś wyjść" - zdradza aktor.
"Zaliczam się do takich, którzy wierzą, że są częścią jakiejś wielkiej całości i , jeżeli jest skutek, jeżeli jestem ja, jeżeli rozmawiam z panem" - mówi Janusz Gajos w rozmowie z Piotrem Najsztubem. "To mi nie daje spokoju i nie byłbym usatysfakcjonowany, gdybym powiedział: ".
Gajos przyznaje, że z ciekawością czeka na śmierć. "Ale to jest ciekawość podszyta . Jeżeli bym nie miał racji i tam nic nie ma, to w porządku. Jak ktoś powiedział: <>" - tłumaczy.
Przyznaje też, że , powrotu po śmierci w kolejnym wcieleniu. "Myślę, że to by miało jakiś sens, że ja po prostu jestem elementem, który ma się doskonalić i się doskonali przez kolejne powroty, wcielenia, a na końcu jest ten twór doskonały. Choć nie wiem, czym miałby być" - mówi Janusz Gajos.
Nie chciałby jednak - jak wyznaje - niczym wielki aktor dokonać żywota na scenie. "Byłbym wtedy kabotynem. A jeżeli jest Pan Bóg, to on też by nie był zadowolony ze mnie. Powiedziałby chyba: " - mówi "Przekrojowi" Gajos.