Dziennik.pl logo

Błyskotliwy thriller laureatki Nike

4 grudnia 2009, 15:33
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Błyskotliwy thriller laureatki Nike
Inne
Zgrabne połączenie konwencji prowincjonalnego thrillera z mocnymi pytaniami o system symbolicznej przemocy, w którym bezrefleksyjnie żyjemy. Oto "Prowadź swój pług przez kości umarłych", nowa powieść Olgi Tokarczuk.




Emerytowana (zbyt wcześnie, jak sama twierdzi) nauczycielka Janina Duszejko, narratorka powieści, mieszka w maleńkiej górskiej osadzie w Kotlinie Kłodzkiej, tuż przy czeskiej granicy. Oprócz niej wioska ma jeszcze tylko dwóch stałych mieszkańców, reszta domów bywa odwiedzana jedynie w letnim sezonie przez ludzi z miasta. Duszejko to typ nieco zdziwaczałej społecznicy, inteligentki, której świat jasno dał do zrozumienia, że nie jest już do niczego potrzebna. Swoją energię próbuje więc skierować gdzie indziej - udziela dzieciom z pobliskiej wsi raz w tygodniu lekcji angielskiego, ostrą sudecką zimą troszczy się o opustoszałe domy sąsiadów, pasjonuje się astrologią, a z byłym uczniem, wycofanym policyjnym informatykiem, bawi się wieczorami w przekładanie poezji Williama Blake'a (stąd tytuł książki, cytat z angielskiego metafizyka). A przede wszystkim żyje misją chronienia miejscowej przyrody przez zakusami leśników i myśliwych, którzy uważają ją za nieszkodliwą wariatkę.

Tymczasem w okolicy zaczynają ginąć ludzie - fala tajemniczych zgonów zaczyna się od kłusownika zwanego Wielką Stopą, następny jest sam komendant policji, znaleziony w wyschniętej studni z paskudnie rozbitą głową, po nim przyjdą następni… Organy ścigania są bezradne, zaś Janina Duszejko występuje z oryginalną teorią - twierdzi, że ofiary zostały zamordowane przez zwierzęta, pałające żądzą zemsty za zbrodnie myśliwych, i że wszystko to można bez trudu wyczytać z horoskopów.

Olga Tokarczuk napisała błyskotliwy thriller, udowadniając, że sztywna konwencja literatury popularnej w żaden sposób jej nie ogranicza. Autorka umiejętnie myli tropy, sprowadza czytelnika na manowce, buduje atmosferę osobliwej grozy, a sama zagadka kryminalna rozwiązuje się tyleż wdzięcznie, ile nietypowo. Mamy tu też ciepłe, choć pozbawione tanich sentymentów, portrety outsiderów, którzy nie umieli z różnych przyczyn znaleźć sobie miejsca w społeczeństwie. A na deser dostajemy rzecz odważną i szalenie rzadką we współczesnym pisarstwie: przepiękne opisy miejscowej przyrody i pejzażu (pisarka nie musiała daleko odchodzić od domu, by je nakreślić - sama mieszka w sudeckiej wsi).

Ale te spostrzeżenia nie wyczerpują sprawy. Szukam w tej powieści drugiego dna, bo zdecydowanie nie chodzi tu tylko o prostą lekturą rozrywkę na jeden wieczór. Okładkowy blurb głosi, że mam przed sobą „thriller moralny”. W sumie to każdy thriller jest moralny, skoro jednak ów termin pojawia się tu explicite, ktoś próbuje zwrócić naszą uwagę wprost na relacje dobra i zła. A nie są one jednoznaczne. „Prowadź swój pług…” to w gruncie rzeczy historia wojny, w której - w wyniku zemsty - giną źli ludzie: myśliwi. A byli źli, bo bestialsko krzywdzili zwierzęta. Krzywdzili zwierzęta, bo im na to pozwolono. A nawet uświęcono ich zbrodnie i uznano je za pożyteczne. Pytanie tylko: kto podejmuje się takiej moralnej oceny sytuacji, podporządkowanej ekologicznej batalii? Narratorka? A może sama autorka?

W paru tekstach, które czytałem o tej książce, komentatorzy sarkają, że naiwnie idealizuje się tu Czechy jako kraj sielski i spokojny. Tymczasem jest to przecież chwyt stylistyczny, zaś jego punkt zaczepienia znajduje się w kluczowej dla powieści scenie, w której dyrektorka szkoły sugeruje niewierzącej Janinie Duszejko, że powinna zjawić się w kościele na uroczystości poświęcenia kaplicy św. Huberta, patrona myśliwych. „Nie jestem katoliczką” - mówi Duszejko. „Nie szkodzi. Wszyscy jesteśmy kulturowymi katolikami, czy nam się to podoba, czy nie. Dlatego proszę przyjść” – odpowiada dyrektorka. W Czechach nie ma „kulturowych katolików”, bo Czesi w ogóle nie za bardzo interesują się religią, poza jednym wyznaniem: kultem świętego spokoju.

Pewnie więc w książce Tokarczuk chodzi w równej mierze o gwałt na przyrodzie i codzienny zwierzęcy Holokaust, co o szczególny system przemocy symbolicznej, w którym, cytując księdza (dość obrzydliwą personę) z powieści, „myśliwi, moi drodzy bracia i siostry, są ambasadorami i wspólnikami Pana Boga w dziele stworzenia, opieki nad zwierzyną, współpracy”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj