Dziennik.pl logo

Oto enfant terrible japońskiej literatury

11 grudnia 2009, 14:21
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Oto enfant terrible japońskiej literatury
Inne
Anarchizujące, brutalne, surrealistyczne "Dzieci ze schowka" to pierwsza u nas prezentacja wybitnej twórczości Ryu Murakamiego, enfant terrible japońskiej literatury.




Murakami to 35. pod względem popularności nazwisko w Japonii. Co za tym idzie, nic dziwnego, że mamy dwóch słynnych, całkiem niespokrewnionych Murakamich zajmujących się literaturą. Pierwszy z nich, Haruki, jest u nas twórcą więcej niż znanym: w każdej dużej księgarni ma swoją półeczkę. Drugi, Ryu, nie mniej popularny w rodzinnej Japonii i na Zachodzie, właśnie debiutuje na naszym rynku. I jest to zdecydowanie mocny debiut.

„Dzieci ze schowka” (oryg. wyd. 1980) należą do książek, które czynią czytelnika nieco bezradnym. Atakują feerią surrealistycznych, okrutnych, często krwawych obrazów, hipnotyzują, zaskakują swoim rozmachem i odwagą. W każdej scenie czai się tu potencjalne niebezpieczeństwo, zaś autor nie cofa się przez niczym. Ów obłędny taniec zaczyna się już od pierwszych dwóch zdań – to rodzaj testu: jeśli go przejdziesz, przyjmiesz też całą resztę. „Kobieta nacisnęła brzuch noworodka i wzięła do ust jego członek. Był cieńszy niż amerykańskie papierosy mentolowe, które zwykle paliła, i miał smak surowej ryby”.

Kiedy mija początkowy szok, zaczynamy zauważać, że Murakami wziął na warsztat klasyczny modernistyczny Bildungroman i wywrócił go do góry nogami: „Dzieci ze schowka” to antypowieść o dojrzewaniu. Czy też może powieść o antydojrzewaniu, o przerażającym koszmarze stawania się dorosłym.

Oto bowiem mamy historię dwóch podrzutków – noworodków pozostawionych przez zdesperowane matki w dworcowych skrytkach na bagaż. Hashi i Kiku cudem przeżywają, wychowują się razem w sierocińcu, potem zaś – jako mleczni bracia – trafiają do adopcji na odległą, podupadłą, postindustrialną wyspę. Wkrótce po osiągnięciu pełnoletności osobliwi chłopcy ruszają w świat. Wycofany, autystyczny Hashi zostaje męską prostytutką w tokijskich slumsach, potem zaś, dzięki bogatemu homoseksualnemu sponsorowi, zaczyna robić karierę jako piosenkarz, odzierający głosem z ludzi emocje niczym korę z drzew. Kiku – agresywny osiłek i sportowiec – poszukując w Tokio Hashiego, poznaje ekscentryczną modelkę Anemonę, posiadaczkę niezwykle cienkiej skóry i na wpół oswojonego ogromnego aligatora, potem zaś trafia do więzienia…

Tu nawet nie chodzi o samą opowieść, która, mimo pozorów kompletnego szaleństwa, zdecydowanie trzyma się kupy, ale o świat, który stracił jakikolwiek sens. Rzecz także w rysunku bohaterów: to ludzie niechciani, nieudani, niepełni, pozbawieni spójnej osobowości, jałowo zbuntowani, chcący za wszelką cenę wrócić do utraconego raju – bezpiecznego, ciepłego brzucha matki, przez całe życie szamoczący się w ciasnym dworcowym schowku, płynący chaotycznie i skrajnie samotnie przez sfiksowaną rzeczywistość od jednego nieszczęścia do kolejnego. Rzadko spotyka się w literaturze tak trafny opis skrajnego społecznego nieprzystosowania, którego zarodek nosi przecież w sobie każdy z nas. Murakami zadał sobie po prostu pytanie: A co by było, gdyby codzienny konformizm, trzymający ludzi w ryzach i budujące im zgrabne biografie, pewnego dnia przestał działać? Odpowiedzią jest wstrząsające zakończenie powieści.

„Dzieci ze schowka” mają w warstwie fabularnej dodatkową wartość – to nieskrępowana gra miejskimi legendami. Mamy tu więc pięknie anarchizujący repertuar motywów: broń chemiczną ukrytą w podmorskich jaskiniach, skażoną miejską enklawę produkującą mutantów, drapieżne krokodyle w ściekach, opuszczone fabryki, stada zdziczałych psów atakujące ludzi. A wszystko to wplecione w narrację rodem z sennych rojeń, z których nie sposób się obudzić.

Jak pisze na swojej stronie angielski wydawca autora „Dzieci ze schowka”, podczas niedawnej wizyty w Europie Haruki Murakami został zapytany przez dziennikarzy, jaki jest jego ulubiony japoński pisarz. „Ryu Murakami” - odparł bez wahania.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Piotr Kofta
Piotr Kofta

Pisarz, krytyk literacki, publicysta

Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj